CHINY

PEKIN  Nie ukrywam, że gdy zobaczyłam napis: Witamy w Chinach, ciężko było mi opanować łzy szczęścia. Radość mnie przepełniała. Że za bardzo nikt nie wierzył, a jednak się udało. Dotarłam tam gdzie chciałam. Zaraz przekroczę magiczną, niewidzialną linię i stanę na chińskiej ziemi :)

Nocleg znaleźliśmy w tzw hutongach. Hutongi to system parterowych budynków, szczelnie ze sobą połączonych. Mieszkańcy hutongów żyją dość biednie, zazwyczaj hutongi nie posiadają sieci wodociągowej, ani centralnego ogrzewania. „Docieramy do Pekinu. Caly czas pada. Nasza znajomosc jezyka okazuje sie niewystarczajca i mija kilka godzin zanim znajdujemy nasz hostel. Okazuje sie on pieknym, zabytkowym, chinska budowla. Jest cudowny. Zaczynamy powoli sie wdrazac w klimat ponujacy w Pekinie. Na ulicy. gdzie znajduje sie nasz hostel, okazuje sie dzielnica drobnych handlarzy, ktorych znajomosc angielskiego ogranicza sie do slow „Hello” oraz „Cip Cip” (w wolnym tlumaczeniu – tanio tanio) :) Dziwnie sie z tym czujemy. Po zaklimatyzowaniu sie ruszamy na podboj straganow, ceny sa smiesznie niskie. Bez umiejetnosci targowania, zginiesz. Produkty kupuje sie po 20% ich wartosci wyjsciowej! „ – MAREK „Nie prawda jest, ze w Pekinie nigdy nie widac slonca. Nie prawda, ze Chinczycy pluja na kobiety. Nie prawda, ze jak donosi przewodnik Pascala, na „Zakazane miasto trzeba przeznaczyc 3 dni. „Zakazane miasto” (zaginiony swiat, zagubiona autostrada, zaczarowana dorozka…) to kompleks palacowy w ktorym uslugiwalo jasnie panujacym tysiace wykastrowanych eunuchow. Po kilku godzinach zwiedzania czuje sie jak jeden z nich. Prawda jest, ze zbudowano na jego terenie arcydzielo akustyczne- okragle, zwienczone dziurawa kopulka z dostepem przez waski korytarz. Moj wlasny glos, watly i niebaczny rozrasta sie tam w operowe monstrum. Prawda, ze Chinczycy harcza z ogromna werwa i wypluwaja wydzieliny tuz kolo mnie. Prawda, ze twarz Mao zdobi plac w Pekinie i w setkach egzemplarzy rozpowszechniana jest przez ulicznych handlarzy. Prawda, ze Olimpiada 2008 odbedzie sie w Pekinie i Chinczycy wybieraja paleczkami pety z trawnikow, lapia muchy do sloikow i propaguja smietniki (co i nam Polakam polecam przed 2012). Pradwa, ze chca sobie robic z nami zdjecia, sprzedawac nam po pieciokrotnej cenie, aby w akcie desperacji szesciokrotnie ja obnizyc i opanowali do perfekcji slowo „hello” (na ktorym konczy sie i zaczyna ich znajomosc angielskiego). I prawda wreszcie to, ze wieczorami gdy robi sie ciemno, Chinczycy na waskich uliczkach rozkladaja swoj kulinarny warsztat i daja popis finezji i kunsztu, nabijajac na patyczki najrozmaitsze frykasy, smazac piekac zawijajac, necac piekna wonia wrazliwe nozdrza bialych ludzi, gotowych jesc im z reki. ale czy jest tutaj 9 milionow rowerow? „ – ANIA „Nasz pobyt w Pekinie dobiega konca. W tym czasie udalo nam sie zwiedzic Zakazane miasto,Swiatynie Nieba oraz Palac Letni, jak i kilka pomniejszych atrakcji. Pierwsza z wynienionych rzeczy, na ktora trzeba przeznaczyc spore pieniadze na wstep, jak i kilka, badz kilkanascie godzin, nie urzeka niczym specjalnym. Za to druga znich zachwyca. Widok setek starszych osob uprawiajacych wszelkie formy rekreacji, poczawszy od gry w Zoske!!!, a skonczywszy na sztukach walki z mieczami. Cos niesamowitego. Przydalaby sie tego forma rekreacji w kazdym kraju. Natomiast Palac Letni, jest ooolbrzymim kompleksem tradycyjnej zabudowy polozonej dookola jeziora. Wszystko to skapane jest w otaczajacej zewszad zieleni. „ – Marek „Dzis bardzo ciekawy etap naszej wyprawy. Mianowicie, ruszamy na Wielki Mur Chinski, gdzie zaplanowalismy nocleg. Wybralismy malo uczeszczany odcinek, podroz bylo dosc dluga, ale wieczorem dotarlismy na miejsce. Podczas wspinaczki, naskoczylo na nas 2 chinczykow, nakazujac nam zaplacic po 2 juany za wejscie, pomyslelismy ze 80 gr to niewygurowana cena :P i zaplacilismy. Momentami nachylenie muru mialo ponad 60 stopni, wiec wspinaczka z plecakami byla dosc wyczerpujaca. Po przejsciu okolo 2 km, caly czas pod gore, znalezlismy sie na najwyzej polozonym odcinku muru, skad widok byl powalajacy. Siedzac tak po ciemku na muru dostalem smsa z informacja, ze zostalem przyjety na psychologie!!! :D Idealne miejsce na tak radosna nowine. Postanowilem ze musze zobaczyc wschod slonca, wiec cala noc praktycznie czuwalem. Niestety nie udalo sie, wschod przeslonilo wyzej polozone pasmo gor, ale widok i tak byl piekny. Widok niczym krajobrazy z Peru, jedyna roznica sa kilometry wkomponowanego w niego muru, wijacego sie po wiezcholkach gor, niczym waz. Spedzilismy kilka godzin na leniuchowaniu, smazac sie niczym skwarki, na rozpalonych do czerwonosci kanieniach muru. Powrot do Pekinu i kolejny pociag, tym razem do Szanghaju, gdzie bedziemy nad ranem. „MAREK SZANGHAJ Miasto drapaczy chmur. Potwornie duszne i zatłoczone. Z jednej strony okropne bogactwo z drugiej straszna bieda. W Szanghaju zaznaliśmy odrobiny luksusu mieszkając w apartamencie w jednym z drapaczy chmur. Ugościł nas tato Kasi, który tam mieszkał. Mogliśmy zregenerować się trochę by mieć siłę jechać dalej. W Szanghaju nasza ekipa się rozdziela. Karol z Kasią zotają już w Szanghaju i stamtąd będą wracać, natomiast ja marek, Dorota i Ania jedziemy na południe do Yangshuo. YANGSHUO W Yangshuo spotykamy się z Błażejem, polskim nauczycielem angielskiego. Poznajemy się przez Internet jeszcze w Polsce i spotykamy na miejscu. Oprowadza nas po tym bajecznym miasteczku. Między innymi zabiera nas do siebie do szkoły i przeprowadza lekcję o Polsce ,wszyscy są nami ogromnie zainteresowani i nie bardzo skupiają się na tym co mówi Błażej :) „Dorota z Ania wybieraja sie na wycieczke po okolicy, a my tj. Marzena, ja, Blazej (nauczyciel angielskiego), oraz amerykanin i dwojka chinczykow, wybieramy sie rowerami na sekretna plaze. Droga prowadzi poprzez sady pelne nieznanych nam owocow oraz las bambusowy. Plaza okazuje sie bardzo uroczym miejscem, polozona jest przy rzece Li, wzdluz ktorej wyrastaja gesto porosniete zielenia wzgorza. Zazywamy tam dlugo wyczekiwanej kapieli. (…)” – Marek Nastepnym punktem dzisiejszego dnia jest polow z kormoranami  , na ktory wybieramy sie z Marzena. Okazuje sie on niestety zwyklym sposobem na zarobienie pieniedzy. Zniesmaczeni przygladamy sie, plynac z 30 innych „bialych”, jak obok naszej lodki plynie mezczyzna na bambusowej kladce z kormoranami, ktore lowia dla niego ryby. Po tak nieciekawej atrakcji, spedzamy reszte wieczoru w pobliskich pubach, w miedzynarodowym skladzie, grajac w bilarda, kosci, wspinajac sie na sciankach ulokowanych wewnatrz lokali.”-Marek „Dzisiaj wybieralismy sie na rafting Smocza rzeka nasze zdjecia Splyw trwal ok. 1,5 h i bylo to super przezycie. Cala droge odbijalismy sie od skal, niczym bile w automatach, by za chwile spasc z wodospadu. W autobusie, ktorym wracalismy z z raftingu poznalismy dwojke polakow, z ktorymi umowilismy sie na wieczor. Po powrocie poczulem sie zle i reszte dnia, z wysoka goraczka, spedzilem w lozku. Na spotkanie z poznanymi polakami wybraly sie jedynie dziewczyny.”-Marek Jak się okazalo i mnie dopadła choroba więc razem z Markiem dogorywaliśmy w łóżkach z temperaturą i bólami brzucha. Nie zapomnę do teraz gdy już po ciemku dobiegł do nas głośny dźwięk, jakby jakieś duże zwierze biegało po drewnianej podłodze. Zapaliliśmy światło i zaczęliśmy się rozglądać. Winowajcom okazał się karaluch. Ogromny karaluch ! :D Natychmiast wyzdrowieliśmy ;) „Po wieczornych ustaleniach, ruszamy dziesiatka rodakow na poszukiwanie tego oto widoku (widok na banknocie 20 yuanów )W naszym hotelu pracuje „kobieta orkiestra”, ktora jest w stanie zalatwic wszystko. Tak wiec, dzieki niej, pierszy etap pokonujemy autobusem. Oczywiscie zaplacilismy za to 8 juanow, a chinczycy 2 juany! Nawet kierowcy autobusow sami ustalaja wysokosc oplat. Gdy docieramy na miejsce momentalnie zostajemy osaczeni przez babcie sprzedajace niedojrzale orzeszki ziemne. Ciezko bylo sie od nich uwolnic. Udaje nam sie w koncu przeprawic loska na druga strone rzeki. Teraz czeka nas kilkugodzinna piesza wyprawa. Okolice sa sliczne. Docieramy do rozwidlenia drog i tu postanawiamy sie rozdzielic. Ocziwiscie zamierzamy sie spotkac przy rzece. Na ustaleniach jednak sie skonczylo. Ja wraz z trojka uczestnikow przekonujemy sie ze droga ktora obralismy nie prowadzi do celu. Po kilku godzinach wedrowki zaczynamy sie martwic nad powrotem. Jednak znajdujemy mala wioske, gdzie po dlugich pertraktacjach, wynajmujemy busa, ktory zawozi nas do autobusu jadacego do Yangshuo.”-Marek   Znów następuje podział naszej grupy. Ania z Dorotą muszą już wracać. Kierują się więc w drogę powrotną koleją transsyberyjską. Ja z Markiem z kolei udajemy się do Hong Kongu, skąd kupiliśmy bilety lotnicze do Londynu. Póki co jednak wybieramy się zobaczyć tarasy ryżowe, których niewiele widzimy bo jest okropna mgła ;) „Dzis wybralismy sie na rowerowa wycieczke po okolicznych wioskach .Okoliczne wioski wygladaja niczym z filmow. Sa cudowne. Poslugujac sie jedynie mapka zawarta na odwrocie ulotki biura turystycznego zboczylismy ze szlaku, ktory wczesniej obralismy. 30 minut przed terminem zwrotu rowerow do wypozyczalni udalo nam sie ustalic z pomoca napotkanej osoby nasze polozenie. Okazalo sie ze jestesmy 16 km od wypozyczalni. Prostym rachunkiem obliczylismy ze musimy jechac ok. 30km/h zeby zdazyc. Zakasalismy rekawy i ruszylismy poprzez wiejskie drogi w strone domu. To 5 minutach Marzena oznajmila ze zlapala gume. Jako ze szybko zachodzi tam slonce, juz po chwili w calkowitych ciemnosciach wracalismy prowadzac nasze rowery. Co jakis czas, pytalismy mijanych tamtejszych mieszkancow o droge. I tak, czas z 30 minut wydluzyl sie do 2,5 h. Padnieci dotarlismy do wypozyczalni. Gdy pokazalismy pani, od ktorej wynajelismy rowery, gdzie zlapalismy gume, zaczela sie smiac i bez kary za spoznienie poscila nas wolno.” Marek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *