MONGOLIA

UŁAN BATOR

„A wiec jestesmy w Ulan Bator, miasto ciekawe. W slepach polskie produkty, a na kazdym kroku slychac ojczysty jezyk. Ledwo wysiedlismy z pociagu, a juz jak stado szerszeni(czy to nie bez sensu okreslenie?) otoczyli nas hostelowi mongolowie, przechwalajac swoje kwatery. Nawet gdy podjelismy decyzje, w drodze do hostelu taksowkarz staral sie nas przekonac ze zle wybralismy i zebysmy pojechali do niego. Bylismy twardzi i pozostalismy przy naszej pierwotnej decyzji. Okazalo sie ze wraz z nami mieszka 4 innych polakow. Jutro z samego rana, nie wiem juz jakiej strefy czasowej, gubie sie, wyruszamy w glab Mongolii. Planujemy tam spedzic kilka dni, a nastepnie ruszamy juz do Chin. Mysle ze kolejna porcja wiesci bedzie juz wlasnie z tego zakatka swiata.”- MAREK ‘Na step jedziemy wynajetym busem. Kierowca zostawia nas przy rzece. Mozemy ja pokonac na pieszo (z bagazem na plecach) albo skorzystac z uprzejmosci mongolskich wiesniakow i pozwolic sie podwiezc. Wybieramy drugie rozwiazanie i pakujemy sie na drewniany woz ciagniety przez krowe. Nurt jest dosc wartki a miejsca na wozie niewiele, przez co wiekszosc z nas, juz po chwili jazdy rezygnuje i schodzi do wody. Ja i Karol zostajemy do konca, lezac na plecakach, trzymajac sie kurczowo czego popadnie. Woda plynie, krowa sobie nie radzi, mongolski kowboj bije ja i pohukuje, krowa sie przewraca, ludzie z brzegu wchodza do wody i zaczynaja nas pchac, ludzie na brzegu krzycz i sie smieja. Na koncu krowa zwycieza, a my, calkiem niemokrzy, jestesmy na drugim brzegu. Jest zielono i pieknie. Szukamy bobaka (gryzonn wystepujacy na mongolskim stepie) lecz napotykamy jedynie na owce, jaki, krowy i konie. Wieczorem rozpalamy ogien. Przerywa nam deszcz, ktory nie przestanie padac przez kolejna dobe. Deszcz ten pozbawia nas mozliwosci jazdy na koniach ale sklania nas do wynajecia jurty. Spedzamy wiec uroczy, mokry dzien, palac drewno w jurcie i uczac sie w polmroku, jezyka mongolskiego od malych mongolskich dzieci. Dajemy im slodycze, kredki, olowek i plasteline (w nadziei, zew wykorzystaja ja zgodnie z przeznaczeniem). A one ze zdumieniem przygladaja sie nam i sluchaja naszej polskiej mowy. Na zewnatrz, Mongolowie ze swada Johnego Wayne’a galopuja przez step w tradycyjnych, ludowych strojach, pod ktorymi skrywaja amerykanskie jeansy i papierosy. „ – Ania Przed wejsciem do pociagu, bilety sprawdzaja nam stewardessy w bialych, koronkowych rekawiczkach i granatowych mundurkach. W srodku wagon ten sam co w kolei transsyberyjskiej, z ta roznica, ze tutaj na miejsce lezace przypadaja trzy siedzace. I w przeciwienstwie do rosyjskiego pociagu, w tym panuje ciagly gwar i ruch. Przez cala noc ludzie rozmawiaj ze soba i glosno sie smieja. Lecz posrod dzwiekow, ktore wydaja, nie znajduje zadnych, ktore wskazywalyby na podobienstwo z jakakolwie znana mi ludzka mowa. Slowa przez nich wypowiadane sa dla mnie szyfrem nie do zlamania. A zwartowybuchowe i gleboko tylne gloski wydaja sie nie mozliwe do artykulacji przez moj wyregulowany na srodkowoeuropejskie warunki aparat. W srodku nocy pociag trafia w burze piaskowa. Pustynia wdziera sie do wagonow, unosi gesto w powietrzu tak, ze ludzie zakladaja na twarze maski. Rano zcieram z twarzy jej resztki. I to niestety nasz jedyny kontakt. Nie starcza nam czasu zeby zatrzymac sie na Gobi.” Ania „Z samego rana przystepujemy do pokonania meksykanskiej granicy z Chinami. Znajdujemy kierowce, targujemy z nim cene, podpisujemy „umowe” na kartce w notesie i wsiadamy w siodemke do osobowego samochodu a potem przesiadamy sie do dwoch Uazow, ktore juz czekaja w kolejce do granicy. Dookola pustynia, ciagna sie dwa, dlugie sznury aut, kilka samochodow ustawia sie z boku, zeby nabrac rozpedu i staranowac kolejke. Mlodzi celnicy przechadzaja sie leniwie w sloncu. Wypelniamy mnostwo deklaracji, formularzy, wysiadamy, potem wsiadamy, kontrola za kontrola, pytania o kontakty z ptakami, zwierzetami, z ich krwia, o przebyte infekcje, stan zdrowia… lacznie z temperatura ciala, ktorej na szczescie nikt nam nie mierzy. Po wyjsciu z ostatniej odprawy, juz po stronie chinskiej, wita nas i rekompensuje tryumfalnie- wielka tecza-znak, ze przeszlismy do nowego, lepszego swiata Chinskiej Republiki Ludowej.”-ANIA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *