Początek

Do Chin pojechałam jeszcze zanim poznałam Krzyśka. Było to w 2007 roku i strasznie żałuję tego, że nie robiłam wtedy żadnych notatek. Pamięć jest ulotna i aż szok jak wielu rzeczy już nie pamiętam. Na szczęście moi współtowarzysze prowadzili bloga, więc przygotowując opis z tej podróży, będę się podpierać tym co pisali, wklejając ich opisy (http://transsyberia2007.prv.pl). Ja jakoś wtedy odwagi nie miałam chyba, by prowadzić tamtego bloga razem z nimi ;). Zdjęcia, które są tu zamieszczone były robione przez wszystkich uczestników tej podróży (trochę się mi już pomieszało kto robił które zdjęcie, więc ich nie podpisywałam. Myślę jednak, że Marek, Karol, Dorota, Ania i Kasia nie będą mieli mi tego za złe :) ) Jak to się wszystko zaczęło. Ten wyjazd to było moje ogromne marzenie. Nie miałam jednak wtedy ani z kim pojechać, ani za co. Zdecydowałam się wtedy wyjechać do Holandii do pracy i sukcesywnie dodawałam kolejne zarobione pieniądze do koperty z napisem : „na Chiny” :). Drugim problemem było jak znaleźć współtowarzysza na podróż, nie chciałam wtedy jechać sama. Zamieściłam więc ogłoszenie na portalu globtroter.pl. Dziennie dostawałam po kilkanaście e-maili ludzi chętnych na wyjazd. Jak to jednak zwykle bywa, szybko się zapalali i szybko zrezygnowali. Został jeden chłopak z Warszawy. Wybraliśmy się razem na Ukrainę, by się poznać i kupić bilety na kolej transsyberyjską. Bilety kupiliśmy, ale wyjazd na Ukrainę trochę mnie „za przeproszeniem” zdołował. Wydawało mi się, że trochę odbieramy na innych falach i wyjazd może nie należeć do udanych. Wróciliśmy do domów i parę dni później dostałam od niego telefon że on rezygnuje. Że sobie to wszystko trochę inaczej wyobrażał i że skoro na Ukrainie to już taki „hardcore” według niego był, to co dopiero będzie w Chinach. I że jego dziewczyna nie do końca chce go puścić i że on nie jedzie. Nie wiem czy powód był prawdziwy czy też nie, w tym wypadku już było to dla mnie nie istotne. Pytanie brzmiało: co ja teraz z tym fantem mam zrobić? Szczęście się do mnie jednak uśmiechnęło i znalazłam grupę ludzi z Gdańska, którzy mieli bilety na transsyba na tą samą datę kiedy ja. Tak więc po roku pracy w Holandii miałam już i kasę i ludzi z którymi miałam spełnić swoje marzenie. Szczepienia, załatwianie wiz i byłam gotowa do drogi.7 sierpnia wyruszyłam pociągiem do Warszawy. Tam spotkałam się z moimi współtowarzyszami z Gdańska. Oczywiście, że miałam obawy jacy będą i czy się dogadamy, ale byłam nastawiona bardzo pozytywnie i miałam nadzieję, że będzie dobrze. Poznaliśmy się więc na dworcu w Warszawie, skąd wyruszaliśmy prosto do Moskwy. Pierwsze wrażenie od razu było pozytywne i wiedziałam, że będzie dobrze. Marek, Karol, Kasia, Ania i Dorota okazali się bardzo sympatyczni. To co mnie przerażało wtedy najbardziej to że ja sobie dam rady z tym mega ciężkim plecakiem. Wtedy też do końca nie wiedziałam jeszcze co mam ze sobą wziąć. Zapraszamy na część pierwszą naszej podróży – ROSJA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *