ROSJA

Do Moskwy jechaliśmy całą dobę w malutkich trzy-osobowych kuszetkach. „Odszukalismy nasze przedzialy i z poczatku uderzyla nas ich ciasnota. Komnaty te maja wymiary okolo 2×1,5 m, gdzie znajduja sie 3 kuszetki, stolik i krzeselko dla gosci!Dziewczyny, bez Kasi, mialy pierwszy przezial, a Kasia Karol i ja mielismy drugi, tuz przy prowadnicach(konduktorkach). W tych klitkach okna sa nieotwiralne, wiec zaczely nam dokuczac duszności” – Marek

MOSKWA Zatrzymaliśmy się w hostelu „MOSKOW Home Hostel”. Pracował w nim pewien rosyjski recepcjonista, który dziarsko zdecydował się napić ze mną „żubrówki” którą miałam ze sobą. Mówi się że Rosjanie mają łeb, ale ten zdecydowanie nie miał. Po paru kieliszkach całkowicie przestał się odzywać, gdy wstał prawie upadł. Powiedział tylko: mocna ta wasza wódka” i zatoczył się do wyjścia. „A co do samej Moskwy. Jest jak ruska babuszka. Jedna w drugiej i sie blyszczy. Rano miasto opanowuja biznesmeni w krawatach, pod wieczor pojawiaja sie najprawdziwsze punki, w tunelach pojawiaja sie koncerty, a w parku pod Kremlem bawi sie nowa alternatywna mlodziez. Bar mleczny w ktorym jedlismy wyprodukowal niezjadliwe (nawet dla mnie) surowko o konsystencji budyniu. Na ulicach mnostwo bezdomnych, zmeczonych psow lub mlodych, zmeczonych, sprzedawanych w kartonach. W rosyjskich kinach film pt.”Mongol”- Ania   „W mauzoleum nie wolno smiac sie i glosno mowic. Lenin wyglada nieprzekonywujaco. Po poludniu wybralismy sie na stacje metra na obrzeza Moskwy, zeby zmaterializowac nasze biliety do Irkucka, pojawily sie oczywiscue klopoty nie do ominiecia. Pani w kasie miala obiekcje i skierowala nas do administratora dworca Jaroslawskiego. Ostatecznie udalo sie wszystko zalatwic. Dzwiek drukarki z naszymi biletami sprawil, ze odetchnelismy z ulga.” –Ania   KOLEJ TRANSSYBERYJSKA Główny szlak kolei prowadzi od Moskwy do Władywostoku. Przekraczamy wtedy 8 stref czasowych. Podróż koleją była marzeniem samym w sobie. Dostępne są trzy rodzaje biletów: Klasa 3 – otwarty wagon sypialny bez przedziałów Klasa 2 – wagon sypialny, zamykany przedział 4-osobowy Klasa 1 – wagon sypialny, zamykany przedział 2-osobowy   Moi współtowarzysze mieli bilety na klasę trzecią, ja na drugą. Za cholerę nie szło już tego zmienić. Było mi żal, bo słyszeliśmy że najwięcej przygód, kontaktu z ludźmi i tego typowego klimatu kolei transsyberyjskiej doświadczy się w tym wagonie najtańszym. Do teraz pamiętam że wyjeżdżaliśmy 13 sierpnia o 13 i że byłam w wagonie numer 13 ;) Byłam pełna obaw jak to będzie, z kim przyjdzie mi być w przedziale. Dużo słyszałam wcześniej to tym jak kradną i że nie będę mogła opuścić tego przedziału, bo na pewno zostanę bez niczego. Trochę mi ulżyło gdy zobaczyłam mojego współtowarzysza. Elegancko ubrany młody chłopak, muzyk z Moskwy, bardzo wykształcony i bardzo nieśmiały. Na początku niewiele rozmawialiśmy, tym bardziej że ja po rosyjsku niestety nie mówię. Szybko jednak przełamaliśmy lody wychodząc razem na fajkę (bo wtedy jeszcze paliłam ;) ). Na którejś z kolejnych stacji do przedziału dołącza rodzina: mama, tata i dwójka dzieci. Wprawdzie u nas w przedziale śpi jedynie matka z córką, a ojciec z synem w drugim, ale i tak całymi dniami przesiadują u nas. Podróż do Irkucka trwa ok. 4 dni. Ciężko mi narzekać na nudę. Muzyk śpiewa mi rosyjskie piosenki i wyznaje miłość. Daje mi w prezencie srebrny łańcuszek i butelkę whisky. Raz ku memu ogromnemu zaskoczeniu skrada mi całusa w policzek i zawstydzony ucieka :P. Czasami to jednak ja uciekam od niego do moich znajomych, których wagon jest na drugim końcu pociągu, często wiec kursuję tam i z powrotem. Rosyjska rodzina też mi żyć nie daje. Gdy sobie brałam drzemkę i otwierałam oczy to słyszałam tylko: mamo obudziła się! Wtedy wyciągali półtoralitrowe plastikowe butelki z piwem, w które zaopatrywali się na kolejnych stacjach. Piliśmy więc sporo, a w międzyczasie oni uczyli mnie rosyjskiego, a ja ich polskiego. Na nudę nie mogłam narzekać. Okazało się że doświadczyłam tego co myślałam, że w klasie 2 mnie ominie. Za to moi polscy współtowarzysze trochę się rozczarowali spokojem panującym w klasie 3. „10.08.07-14.08.07 (piatek-poniedzialek) Mieszkamy w najubozszej dzielnicy kolei, czyli w wagonie pozbawionym przedzialow. Sa w nim duze okna(przede wszystkim zamkniete), przez ktore przeswieca mnostwo slonca. Jest goraco i duszno. Idac z jedego konca na drugi napotykamy na fale roznych zapachow, w zaleznosci od tego, czyje lozko mijamy.Won starej Mongolki miesza sie z zapachem wedzonej ryby kupionej na stacji, miedzynarodowy aromat chinskiej zupy spleciony z wyziewami parujacych w upale spiacych ludzi. z glosnika plynie muzyka – w zaleznosci od pory dnia – powazne lub bardziej skoczne. Podrozni w kolorowych pidzamach i potomkach, jezeli nie spia, krzataja sie w obie strony po trasie lozko-samowar(znajdujacy sie obok toalety) i z precyzja cyrkowca niosa napelnione po brzegi szklanki z czajem. Sa to glownie kobiety w roznym wieku, troche dzieci i niewielu mezczyzn. Wszyscy sprawiaja wrazenie bardzo zrownowazonych i cierpliwych. Niektorzy wcale nie wstaja z lozka. Ludzie prawie ze soba nie rozmawiaja. Poza nami nikt sie nie smieje. Wielka Mongolka o wygladzie starej Indianki, ubrana w hawajska sukienke, rozpoczyna dien od szklanki czaju i porcki krzyzowek. W poludnie wyjmuje z reklamowki male zawiniatka w ktorych, przetrzymuje porcje jedzenia, kroi ogorki, sieka koper, obiera jajko, wklada do garnuszka, zjada, potem szczelnie zawija resztki, chowa do reklamowki i zabiera sie za krzyzowki. Nad nia spi mloda Rosjanka. Kolej rozdzielila ja z narzeczonym, ktory nocuje kilka wagonow dalej. Odwiedza ja jednak regularnie, zwlaszcza w porze posilkow. W bezposrednim sasiedztwie Kasi i karola spi mama z synkeim. Chlopak w nocy po ciemku konstruuje bombe, przy pomocy srubokretu i rozkreconej lokomotywki. Gotowe elementy chowa w czerwonym plecaku i kladzie sie spac. Zycie w kolei transsyerysjkie przypomina szpital lub senatorium na szynach. Kuracjusze spedzaja cale dnie w pidzamach, czas uplywa im na rozwiazywaniu krzyzowek, grze w szachy, czytaniu romansow i czasopism. A wszystkie te czynnosci zatopione w absolutnym spokoju, ktorego nam czasem brakuje. Zwlaszcza wieczorami. Wpadamy wtedy w szczegolnei zartobliwy nastroj – kazdy drobiazg doprowadza nas do epidemii smiechu. Probujemy spiewac, ale kiedy wreszczei uzgadniamy repertuar, prowadnica gasi swiatlo w calym wagonie na znak protestu. juz od samego poczatku nie wzbudzamy sympatii wsrod personelu kolei, moze tylko poza stewardem Dymitrem – poczciwym i mlodym, odpowiedzialnym za zmywanie podlog i toalet. Staje sie naszym pozytywnym bohaterem do tego stopnia, ze piszemy o nim piosenke. Trzeciego dnia w Nowosybirsku wysiadaja moje i Doroty najblizsze sasiadki z naprzeciwka, z ktorych jedna(odziwo!) zna angielski. Jest to przykre doswiadczenie zwlaszcza dla Marka, ktory zdaza zwiazac sie emocjonalnie z jedna z nich. Nam tez nie jest wesolo, bo na ich miejsce wsiada mama z corka i od razu robi sie raban, ze zajelysmy ich miesjca. WOlaja prowadnice i strzelaja focha. Na moja dleikatna sugestie co do zamiany jeddnego z miejsc odpowiadaja wrogo i zdecydowanie – „Nie chcemy!” W konfrontacji z malomownoscia i ponurym stylem bycia Rosjan, czujemy sie jak kuglarze i cyrkowcy. Nikt nie dolacza sie do nas, kiedy przeprowadzamy rozgrzewke na peronie. Nikt nie podwiesza sie na drazkach przy gornych lozkach. Nikt nie spiewa. Moze to kwestia przypadku, ze trafilismy na nieodpowiednia grupe wiekowa, a moze ich ulanska fantazja wlacza sie dopiero po alkoholu. A moze o ich prawdziwej naturze przyjdzie nam sie jeszcze przekonac…” Ania   IRKUCK „Niech panienka się obudzi, już jesteśmy w Irkucku” – budzi mnie konduktorka. Jest godzina 3 w nocy. Kimamy więc na dworcu do rana. Później czeka nas wielogodzinne szukanie noclegu. Jesteśmy mega padnięci i potrzebujemy prysznica. Irkuck trochę nas rozczarował. Brzydkie, szarobure miasto. W dodatku każdy z nas nie czuł się najlepiej, kręciło nam się w głowach i byliśmy bardzo słabi. W dodatku dotarły do nas informacje że ponoć w Chinach wielkie ulewy i powódź. Irkuck był dla nas jedynie bazą wypadową na jezioro Bajkał. Dużo słyszeliśmy o tym jak jest tam pięknie, jednak jak zobaczyliśmy to jezioro na żywo…rozlegały się jedynie ochy i achy i słowa” Jezu jak tu pięknie” :). BAJKAŁ – WYSPA OLCHON W Irkucku wynajmujemy busa i opuszczamy dziwaczne, nieprzychylne miasto. Jedziemy przez pustkowia,swieci slonce, kierowca rozwija zawrotne predkosci na wyboistej, zapiaszczonej drodze. Krajobraz za oknem z kazdym kilometrem coraz bardziej zaskakuje. Swojskie, brzozowe lasy ustepuja powoli miejsca bezkresnym, zielonym polanom i samotnie rosnacym modrzewiom. Potem zielen znika, zamienia sie w rdze i zloto suchej ziemi. Piasek mieni sie w sloncu i w zetknieciu z doskonale czystym niebem, doprowadza nas do euforii. Jestesmy w samym sercu syberyjskiej tundry. Mijamy przydrozne totemy- drewniane pale owiniete kolorowymi chustami. A w naszym busie, stary mezczyzna wklada na szyje korale intonacyjne i w odpowiedniej chwili wyrzuca na jezdnie garsc ziarenek. Probujemy ustalic z jaka czestotliwoscia to robi lecz nie udaje nam sie odnalezc zadnej zasady. Nagle wyrastaja przed nami ogromne skaly, otoczone rzekami i malymi jeziorami z przejrzysta, turkusowa woda. Wzdychamy i pojekujemy deklarujac, ze nic piekniejszego nigdy i, ze tu wlasnie… umrzec… urodzic…itp. Od wielu kilometrow nie mija nas zadne auto. Spotykamy natomiast cale stada krow pijacych wode prosto z rzeki. Droga staje sie kreta i stroma. Kierowca nie zwalnia. Jedziemy w chmorze kurzu i piachu. Jestesmy coraz blizej. Piejemy z zachwytu zaskoczeni pieknem, ktore pietrzy sie wokol nas bezlitosnie aby nareszcie, zza kolejnej skaly, wylonic mogl sie On! Najpierw niesmialo, jedynie czesciowo, mruga do nas blekitnie a potem w calej okazalosci- blyszczy na potege, swieci i paralizuje- BAJKAL! Wstrzymujemy oddech, przestajemy sie odzywac, chloniemy wszystkie odcienie blekitu, jakie tylko Pan Bog mogl stworzyc. Niebo zanurzone w wodzie, woda zawieszona w niebie. Jestesmy w srodku 3-wymiarowej pocztowki posypanej brokatem. Stoimy w kolejce na prom, zeby poplynac na wyspe Olchon. Pomiedzy samochodami spaceruja krowy, niektore wyjadaja resztki ze smietnika. Wysiadamy z busa, przejmuje nas chinczyk- kierowca. Rozdzielamy sie na 2 grupy i jedziemy gdziekolwiek. A wszedzie jest cudownie. Rozbijamy namioty nieopodal plazy. Pierwszy wieczor spedzamy z Rosjanami przy ognisku. Pytaja, czy jestesmy Mormonami, bo jesli nie, to dobrze. Kiedy zapada zupelny zmrok, patrzymy w niebo i miekna nam kolana. Z zadarta glowa i otwartymi ustami, nie mozemy sie nadziwic, ze jest na swiecie tyle gwiazd. Niebo wyglada jak gleboka, ciemna studnia do ktorej mozna wskoczyc. Przy ognisku swietujemy 22-gie urodziny Siergieja. Pijemy wodke, zagryzajac kasza (z jednej miski). Spiewamy polskie i rosyjskie piesni. Na przemian- raz my, raz oni. Pytamy o Putina- wszyscy zgodnie odpowiadaja, ze jest swietnym prezydentem. Jest milo i kulturalnie. Umowiamy sie na 9 rano na czaj. Strona rosyjska nie wywiazuje sie z obietnicy.”- Ania   „Ostatni wieczor nad Bajkalem spedzamy znowu w towarzystwie Rosjan (elita intelektualna Moskwy- dziennikarze, specjalisci PR-u itp.) Nie moga sie nadziwic, ze na 6 osob mamy tylko 3 kubki i 5 lyzek. Ofiarowuja nam wiec dodatkowy kubek i sztucce. Bardzo mnie cieszy ten podarunek. Jemy kasze z miesem i slynna, wedzona omule. Rosjanie wypytuja nas o Kaczynskiego i tarcze antyrakietowa. Dziwia sie, ze nie podpisujemy listow protestacyjnych przeciwko polityce naszego prezydenta. Dziwia sie tez po co jedziemy do Mongolii. Oni nie maja potrzeby wyjezdzac z Rosji. W ich kraju jest wszystko. Sa dumni ze swojej ojczyzny. Usmiecham sie do nich bo troche ich podziwiam a troche im wspolczuje. Pytam czy czytaja polska literature. Mowia, ze nie ale potem okazuje sie, ze znaja Lema, Gombrowicza, ogladali Wajde, Kieslowskiego… To mile” – Ania Więcej zdjęć w galerii, a jeszcze więcej na stronie http://transsyberia2007.prv.pl  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *