Pewnej nocy, po kolejnej awaryjnej naprawie, dojrzeliśmy ostatecznie do wymiany naszego namiotu. Dodatkowo perspektywa wyprawy do Boliwii sprawiła, że poszukiwania nowego „dachu nad głową” nabrały tempa. Doświadczeni kilkuset nocami w namiocie wiedzieliśmy czego nam potrzeba, więc lista potencjalnych modeli była krótka. Padło w końcu na sztandarowy produkt Fiorda Nansena – Tordis II. Spełniał wszystkie warunki, jakie postanowiliśmy nowemu namiotowi:

  • możliwość dobrej wentylacji – częściej korzystamy z namiotu w cieplejszych porach roku, a ze względu na nasze ostatnie wyjazdy, także w tropikach.
  • przestronność wnętrza i 2 duże przedsionki – często śpimy w namiocie przez kilka a nawet kilkanaście dni z rzędu.
  • zewnętrzny stelaż – świetna sprawa, jeżeli trzeba rozłożyć namiot w deszczu, możliwe jest także składanie i rozkładanie sypialni razem z tropikiem (nie trzeba ich rozdzielać)
  • nieprzemakalność – dobre parametry i podklejone szwy to podstawa.
  • rozsądna waga – przestronny namiot dwuosobowy z dobrych materiałów powinien ważyć maks. 3 kg.

Nasz niepokój wzbudzała skomplikowana konstrukcja stelażu, głównie jego wytrzymałość i odporność na wiatr, ale zachęceni dobrymi opiniami w internecie, postanowiliśmy że stawiamy na Tordisa. Po krótkiej wymianie mailowej z Fiordem, otrzymaliśmy namiot do testowania. Namiot używaliśmy głównie w tropikach, więc w upale, opadach i ogromnej wilgotności. Ale obozowaliśmy też w górach, a dzięki małemu napadowi zimy ostatnio, udało się też pospać trochę na śniegu.

Kiedy rozłożyliśmy namiot po raz pierwszy i weszliśmy do niego, obydwoje krzyknęliśmy to samo: „Łałłłłł, ale wieeeeelkiiiii”. Zdarzało nam się praktycznie pomieszkiwać w namiocie i brak przestrzeni potrafił nam to bardzo uprzykrzyć. W naszym tradycyjnym igloo (podłoga 220 x 150 cm) zawsze musieliśmy iść na kompromisy – jak jedna osoba zajmowała się czymś na siedząco, to druga była skazana no chowanie się po kątach. W Tordisie ten problem odpada – pomimo wyraźnie mniejszej powierzchni sypialni (215 x 130 cm), dzięki specjalnej budowie (Double Comfort Space) mamy 2 pionowe ścianki (z wejściami) i znacznie mniejsze skosy na dwóch pozostałych bokach. W praktyce dwie osoby mają pełną swobodę– mogą siedzieć i zajmować się swoimi sprawami. Być może komuś może wydawać się to zbędną ekstrawagancją, ale kiedy wędruje się namiotem długie dni i z całym majdanem, to taka przestrzeń znaczy wiele. Także 3 osoby powinny spokojnie odnaleźć się w tym namiocie, pomimo tego, że nominalnie jest 2-osobowy. Namiot jest na tyle wysoki, że ja (173 cm wzrostu) mogę spokojnie ubrać spodnie na stojąco. Do tego dochodzą 2 wejścia i dwa przestronne przedsionki (w których można nawet ustawić na stojąca 50-60 litrowe plecaki), co sumaryczne daje wzorcową konstrukcję na długie wędrówki, gdzie namiot staje się przez jakiś czas drugim domem. Wadą konstrukcji (poprzeczny pałąk) jest większa wrażliwość na wiatr – może mocno trzepać przedsionkami. Niemniej po pierwsze musi wiać naprawdę mocno, a po drugie można podeprzeć pałąk. My zrobiliśmy to raz przy użyciu patyków, ale z powodzeniem można podstawić kijki trekkingowe.

Zewnętrzny stelaż, to przede wszystkim możliwość rozłożenia namiotu w deszczu, bez zmoczenia jego wnętrza. W dodatku w Tordisie nie ma potrzeby odpinania sypialni, więc jego składanie i rozkładanie jest uproszczone. Także, mimo rozbudowanego stelaża, można rozłożyć go w pojedynkę i w krótkim czasie. Wszystko jest spasowane i przemyślane – ciężko do czegoś się doczepić. Stelaż jest tak skonstruowany, że tworzy jeden element – nie trzeba nic szukać i dopasowywać. Także trójniki i czwórnik nie stanowią utrudnienia w rozkładaniu – elementy wsuwają się w nie niemal samoczynnie. Rozkładanie i składanie jest zdecydowanie szybsze, niż naszego igloo (wewnętrzny stelaż, dwa pałąki) Na razie spędziliśmy w Tordisie około 40 nocy, więc nie wiemy jeszcze, jak wytrzymały jest stelaż. Jeżeli i na tym polu zda egzamin, to także ta część konstrukcji będzie „na piątkę”. Konstrukcja oczywiście jest wolnostojąca, można więc rozstawić namiot bez używania śledzi (bez rozciągania przedsionków) lub przesuwać dowolnie po rozłożeniu. Końcówki stelaża mają główki na końcach a wpina się je w tasiemki z metalowymi oczkami – całość jest napięta i nie ma opcji, żeby pałąki wyskoczyły samoczynnie przy przenoszeniu. Plusem jest również mocowanie namiotu do stelaża, przy pomocy zaczepów – jest to dużo łatwiejsze i szybsze niż wciskanie w tunele, spotykane często w innych namiotach. Pochwalić trzeba też wejścia w sypialni – długi zamek pozwala na ich szerokie otwarcie i wygodne wchodzenie/wychodzenie. Materiały namiotu cechują się wodoodpornością 5000 mm H[sub]2[/sub]O dla tropiku i 6000 mm H[sub]2[/sub]O dla podłogi. Mieliśmy obawy czy te 6 tyś. jest wystarczające, bo stare igloo miało aż 10 tyś. Jak okazało się, obawy były nieuzasadnione. Przeżyliśmy sporo deszczy, w tym tropikalną burzę, w czasie której pod namiotem utworzył nam się strumień i spaliśmy na „łóżkach wodnych” – mimo to wnętrze pozostało suche. Podłoga jest podniesiona dosyć wysoko, a sypialnia tak uszyta, że zawsze jest dobrze napięta, więc nie ma obawy, że się „przeleje”. Także noce przespane na śniegu nie wzbudziły zastrzeżeń w kwestii wodoodporności podłogi. Parametry tropiku dają duży zapas, a w połączeniu z laminowanymi szwami powodują, że nawet potężna ulewa nie powinna go pokonać – co potwierdzam. Odporność podłogi póki co również bez zarzutu – mimo rozkładania namiotu w różnym terenie, nie ucierpiała do tej pory. Ścianki sypialnie niemalże w całości wykonane są z siateczki – wyjątkiem jest romb w jej szczycie, co ma chronić przed kapiącymi kroplami, pochodzącymi z kondensacji pary wodnej. Wadą tego rozwiązania jest to, że w chłodne dni mamy mniejszą ochronę przed wiatrem, niż w tradycyjnych sypialniach. Oczywiście Tordis nie jest namiotem zimowym, ale nawet w innych porach roku może mieć to znaczenie, chociaż na szczęście niweluje to tropik dochodzący niemal do ziemi. Niemniej dużo więcej jest zalet tego rozwiązania. Niewątpliwą jest mniejsza waga i objętość po spakowaniu – to doceni każdy. Kolejny plus, to łatwość wentylowania namiotu – po otwarciu obydwu wejść, efekt jest naprawdę świetny. Ponadto, siateczka schnie bardzo szybko, oraz nie kondensuje się na niej para wodna. Waga Tordisa (2,8 kg) jest niezła, ale nie wybija się ponad przeciętność. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę parametry – wytrzymałość, dostępność przestrzeni i cenę – nie można narzekać. Być może warto pomyśleć o lżejszej wersji, oferującej mniejszą wodoodporność materiałów. Wadą są firmowe szpilki – bardzo delikatne i już w pierwszym tygodniu mieliśmy 2 pogięte.

Dla kogo jest ten namiot? Na pewno można go zaliczyć do namiotów uniwersalnych. Powinien zadowolić wszelakiej maści podróżników i wędrowników. Daje duży komfort dzięki ogromowi przestrzeni oraz dwóm wejściom ze sporymi przedsionkami. Można też na niego liczyć w trakcie załamania pogody. Ze względu na wagę i przestrzeń potrzebną do rozstawienia na pewno nie można go zaliczyć do namiotów szturmowych czy elementu wyposażenia light&fast. Także ograniczone jest jego zastosowanie w zimie, ale dzięki odpornej podłodze i nisko schodzącemu tropikowi, w niewysokich górach, także spełni swoje zadanie w tym temacie.  

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.