Na temat jarmarków świątecznych zdania są podzielone. Jedni je kochają, inni unikają jak ognia.
I tak szczerze, to ja też omijałam je aż do swoich 30-stych urodzin. Wtedy rzuciłam mężowi memu hasło, że czas to zmienić i w końcu tego grzańca się na jarmarku napić!
Zima, migające światełka, zapach cynamonu i goździków zrobiły swoje i natychmiast wprowadziły mnie w radosny, świąteczny nastrój. Gorące wino w takich okolicznościach „przyrody” smakuje: „jak w filmie” ;)
No i dobra, zgodzę się, że może jest w tym trochę kiczu. Te OGROMNE świąteczne ozdoby, wszystko się świeci, miga, gra i śpiewa, ale jeśli ma się w sobie choć trochę dziecka, to można się tym cieszyć na maksa.
I wyobraźcie sobie, że ja, tak długo zwlekająca z „jarmarcznym doświadczeniem” wybrałam się w podróż po świątecznych targowiskach do Niemiec! A te są ponoć NAJ!
Odwiedziłam jarmarki w Bremie, Osnabrück, Soest i Münster. I faktycznie ich rozmach robi wrażenie! Tym razem jednak, zabieram Was za stragany w Bremie.
Wszyscy bohaterowie zdjęć poniżej się dziwili. Że jak to, chcę zrobić zdjęcie im, a nie małym glinianym aniołkom, wielkim pierniczkom, czy kolorowym gwiazdkom? No ale przecież to Ci ludzie tworzą te jarmarki prawda? Oni przesiadują tam godzinami, podają nam świąteczne przysmaki, zachęcają uśmiechem lub zniechęcają nerwowym spojrzeniem.
Nie wiem jak Was, ale mnie przekonali :)
***
Dajcie znać, jak to jest z Wami: kicz czy frajda?
Przereklamowane i drogie jedzenie czy pyszne świąteczne smakołyki, warte swej ceny?
Polska, Niemcy, a może jeszcze inne kierunki?

<– Partner postu

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.