Kontrowersje w programie „Kobieta na krańcu świata” – Wspinaczka po godność.

Od kilku dni piszecie do nas z pytaniem: Czy te Cholity w programie Martyny Wojciechowskiej, to te „wasze”?

Od dawna wiemy, że to nie te „nasze”. Bo gdy Martyna była w La Paz i wrzuciła fotkę z pracy nad programem, to od razu napisałam do Cholit z zapytaniem „Co jest grane? Kim są te Cholity?”. Czekaliśmy jednak na emisję programu, żeby podzielić się z Wami wrażeniami.

No i w końcu obejrzeliśmy – najpierw sami, później wspólnie z „naszymi” Cholitas Escaladoras. Oto, co nam powiedziały i co sami zaobserwowaliśmy:

  1. Słownictwo: „Indianki z różnych plemion” i w ogóle słowo Indianie odmienione na wszelkie możliwe sposoby. Za każdym razem, gdy padało, Cholity prychały wzburzone – „Nie jesteśmy Indiankami”, „To nas obraża”. Pisałam zresztą o tym w tym poście: (https://wystraszeni.pl/post/wspinajace-sie-cholity-boliwia/).
  2. Alicia zdobyła swój pierwszy 6-tysięcznik kilkanaście dni przed „Cholitas Escaladoras”. Ale jej twierdzenie, że to ona im pokazała, że Cholity mogą zdobywać szczyty i je zmotywowała, jest dalekie od prawdy. Przed nią były inne, pierwsza prawdopodobnie już w latach 70-tych.
  3. W programie pada stwierdzenie, że wraz z Cholitami, które ona zainspirowała, zdobyły pięć 6-tysięczników. Te szczyty zdobyły „Cholitas Escladoras”, grupa, do której Alicia nie należy. O Alicii wiadomo tylko, że zdobyła dwa (Huayna Potosi i Illimani).
  4. Alicja ponoć po wejściu na Huaynę Potosi utworzyła grupę 12 kobiet, której jest liderką, „Cholitas Vamos A Las Montañas” – tylko jakoś nikt za bardzo o nich tutaj nie słyszał. Nie słyszała o niej nawet Elena, siostra Alicji, która należy do „Cholitas Escaladoras” (oglądała program razem z nami). Na pewno ta grupa nie zdobyła żadnych szczytów! (no może oprócz tego z Martyną;)). Jak wypisaliśmy wyżej, Alicja ma na koncie na dwa 6-tysięczniki, i tylko na Illimani weszła z nią druga Cholita, Huayne Potosi zdobyła z mężem. 
  5. Zauważcie, że w programie pozostałe Cholity są tylko tłem i nawet się nie wypowiadają? Czemu? Bo większość z nich nigdy nie wspięła się na 6-tysięczną górę. Ujęcia górskie programu były kręcone na górze Chacaltaya – trochę ponad 5400 m n.p.m. Pod sam szczyt dojeżdża się samochodem, a aby na niego wejść, wystarczy „się przejść” ścieżką. Wiadomo, to znaczna wysokość, ale po pierwsze nie dla Cholit, a po drugie nie potrzeba używać tam żadnego specjalistycznego sprzętu górskiego (https://www.facebook.com/kobietanakrancuswiata/photos/a.1562876247106148.1073741850.109894489071005/1562876350439471/
  6. Najprawdopodobniej skład grupy „Cholitas Vamos A Las Montañas”, został zebrany ad hoc, na potrzeby TVN-u. Do tego dołożono trochę historii „Cholitas Escaladoras”, trochę ujęć z fajnej górki, identyczne spódnice i wyszedł efektowny program.
  7. W programie pada stwierdzenie, że Alicia jest „najlepszą i najbardziej znaną kobietą wspinającą się”. Wpiszcie proszę w wyszukiwarce „Alicia Quispe” lub „Cholitas Vamos A Las Montañas”, a później „Cholitas Escladoras” i porównajcie wyniki internetowe i prasowe. Może to by nie było istotne, ale wracamy tu do punktu „motywowania innych Cholit”. Wiecie czemu „Cholitas Escladoras” są bardziej znane? Bo to one działają aktywnie w górach (pięć zdobytych 6-tysięczników, zawsze w grupie kobiet), udzielają wywiadów, uczestniczą w świętach i paradach, a nawet mają już za sobą pierwsze wystąpienia motywacyjne. 
  8. Mężczyźni w odcinku przedstawieni są jako brutale, którzy na nic nie pozwalają swoim żonom („Kobieta w Boliwii po prostu musi być posłuszna mężowi…”- mówi Martyna). Ujęcia pokazują samotne Cholity zdobywające szczyt. A zarówno Alicja jak i „Cholitas Escaladoras” zawsze zdobywały szczyty w towarzystwie swoich mężów i innych przewodników, przy ich wsparciu. 
  9. „Cholitas Escaladoras” także w górach używają aguayo (chusta, którą noszą na plecach), ale to element ich stroju, który chcą pokazywać światu. Nikt im nie zabrania nosić plecaków. Zresztą nie raz ich używają, np. kiedy pracują jako tragarki na rzecz turystów. Oczywiście w Boliwii istnieje problem przemocy wobec kobiet, ale program zaczernia sytuację. Pomyślcie zresztą – dlaczego w programie żadna z Cholit nie mówi o tym? Nie udało się wyciągnąć żadnej historii? Wśród Cholitas Escaladoras są kobiety, które cierpiały przemoc od swoich mężczyzn, opowiadały nam różne historie. Ale to nie jest tak czarno-białe, wiele z nich ma wspierających mężów, którzy liczą się ze zdaniem swojej kobiety. Cecilia nam opowiadała, że kiedyś tak było (- jeśli mowa o naszych dziadkach), ale obecnie to się zmieniło i wraz z prawami, jakie wprowadził Evo Morales, bywa często na odwrót i coraz więcej mężczyzn cierpi przemoc ze strony kobiet. Cecilia mówiła to z przejęciem, jako o sporym problemie. Bo nieważne czy cierpi kobieta czy mężczyzna, nikt nie powinien być ofiarą przemocy.
  10. Historia Kateriny, czyli dziewczynki, której Wojciechowska wręczyła lalkę swojej córki i opatrzyła to komentarzem „Zobaczcie tę radość! Katerina jeszcze nigdy nie miała lalki do zabawy” (https://www.facebook.com/martyna.world/photos/a.140339215564.233603.134582395564/10158999283375565/). Biedna dziewczynka, która w życiu lalki nie miała? To córeczka jednej z Cholit, którą możecie zobaczyć w programie Martyny. Zresztą sama dziewczynka też się tam przewija. Ta Cholita, wraz z mężem mają schronisko, on jest przewodnikiem górskim, czyli zarabia dość przyzwoicie. Sądzicie, że nie stać ich na lalkę za kilka złotych? No bez przesady! Cholity znów na tę informację tylko się zaśmiały pod nosem.
  11. Pod koniec odcinka pokazane są urywki programów o Cholitach w telewizji boliwijskiej. Zaczyna się od Cholit, które zdobyły pięć 6-tysięcznych szczytów, jest o Cholitach w modzie, a na koniec wypowiada się Alicia. Tylko że te Cholity o których mowa, to Cholitas Escaladoras. Nie znaleźli nic o rzekomo słynnej grupie „Cholitas Vamos A Las Montañas”?
  12. A na zakończenie komentarz do „faktów”, które padają w programie i jego zapowiedziach: La Paz nie jest najwyżej położoną stolicą na świecie, bo nie jest stolicą w ogóle. W dodatku Wojciechowska ilustruje to np. słowami „Jestem na wys. 4200 m n.p.m.” – a to są ujęcia z El Alto, które jest osobnym miastem i góruje nad La Paz. W La Paz co najwyżej peryferyjne dzielnice przekraczają 4000 m n.p.m., więc tor kolarski czy stadion są położone dużo poniżej tej wysokości, a lotnisko znajduje się w El Alto (https://www.facebook.com/martyna.world/posts/10159005630490565:0).

Nie o to chodzi, żeby obrazić Cholity z programu Martyny. Nie chcę odbierać Alicii sukcesów górskich, pewnie jest też świetną babką z zacięciem imotywacją. Ale nie podobały nam się manipulacje jakie zobaczyliśmy w programie i ze względu na przyjaźń z Cholitas Escaladoras, nie możemy zostawić tego bez słowa komentarza. Zresztą same Cholitas Escaladoras poprosiły nas o skomentowanie, bo się po prostu wkurzyły. Zostały pominięte, ich sukcesy zostały przypisane innej, nieznanej grupie, bez sukcesów górskich. I ok, rozumiem, że program Martyny rządzi się swoimi prawami, nie mają czasu, by wspomnieć o wszystkim, a mężczyźni psuli by obraz dzielnych kobiet. Ma być wzruszająco i konkretnie. Nie zarzucam im kłamstwa, ale celowe niedopowiedzenia, przemilczenia, przedstawienie ważnych spraw czarno-biało. I wiem, że dla większości ludzi to nie ma znaczenia, dzięki „Kobiecie na krańcu świata” Polska pozna temat „boliwijskich wspinających się Cholit”, ale sami rozumiecie, że dla nas, dla których Cholitas Escaladoras to kumpele, ma to znaczenie? Co o tym wszystkim myślicie?

 

 

 

50 Comments

  1. Od początku obserwuję spotkanie wasze z cholitami . Wasze próby pomocy im w osiągnięciu celu , jakim jest zdobycie najwyższego szczytu Boliwii. Spotkania i rozmowy o ich dotychczasowych osiągnięciach i o walce jaką muszą stoczyć o to . Tym bardziej razi mnie jeśli widzę jak kto inny zbiera laury . Takie właśnie odniosłem wrażenie oglądając program w TVN ” Kobieta na krańcu świata ” M. Wojciechowskiej . Szkoda że wszystko co pokazała nam pani Martyna nie pokrywa się z rzeczywistością. Pozdrawiam .

  2. Zaskoczyła mnie pani Martyna z akcją „lalka od córki”. Przypomniał mi się reporter, który jeździł z pluszowym misiem do wypadków komunikacyjnych. Wypadek z udziałem dziecka, jakaś kałuża krwi, karetka w tle i już misio lądował w tej krwi a reporter robił zdjęcia. Przykre, że to Martyna. Mój Świat legł w gruzach.
    Dodatkowo, gdyby ktoś kto przygotowywał ten program odnalazł „Waszą” grupę mielibyście finansowanie wyprawy z głowy.
    Cały czas wierzę, że to „wypadek przy pracy” i że pani Martyna nie stanie się takim bufonem stoiskowym jak „bosy podróżnik”.

  3. Bardzo wartościowy wpis, super, że o tym napisaliście, zwłaszcza, że większość widzów nie jest tego zupełnie świadoma! Szkoda, że ekipa programu MW nie pomyślała o tym, żeby Was poprosić o kontakt z prawdziwymi Cholitami.
    Czy myślicie, że Cholity z programu Martyny dostały jakieś wynagrodzenie za udział w programie?

    1. Kwestii zapłaty nie poruszaliśmy, bo tu akurat nie widzimy nic zdrożnego w tym, żeby bohaterowie programu otrzymywali wynagrodzenie za swój poświęcony czas.
      A co do kontaktu z nami – to nie sądzę żeby zdawali sobie sprawę z istnienia takich małych żuczków jak my ;).

  4. Szczerze wątpię, że TVN czy sama Maryna się do tego odniesie. Wyglada to jak dopasowywanie historii pod scenariusz wymyślony w Warszawie i tyle. No ale niech się pomylę.

    Jeden w kostek płynie na pewno z tego zdarzenia: żyjemy w czasach, w których ściema reporterska zawarta w książce czy manipulowanie faktami w programie telewizyjnym kręconym na krańcu świata, jest stosunkowo łatwe do zweryfikowania. I to jest świetne!

  5. Liczy się gorący temat i sensacja. Wpaść na 2 minuty tu i tam. Zrobić materiał to postawa, czy napisać na szybko przewodnik nie widząc nawet miejsc, o których się pisze. W 70 procentach obecnie tak wygląda reportaż podróżniczy. Ale na szczęście jest ten rzetelny i merytoryczny procent dziennikarstwa podróżniczego.

  6. Brawo za odwagę!!! Wiele jest takich sytuacji. Zajmuję się organizacją trekkingów do Nepalu i podobnie jest z fundacjami, które pod przykrywką wspierania nepalskiej ludności prezentują materiały o budowaniu instytucji użyteczności publicznej. Przedstawiają zakłamaną rzeczywistość. Pisałam o tym do Martyny Wojciechowskiej, żeby przed poleceniem fundacji ktoś sprawdził jak fundacja działa. Mój rzeczowy mail pozostał bez odpowiedzi. Fundacja otrzymała jej wsparcie… Powierzchowne to wszystko. Nic nie warte mam wrażenie. Tylko napychanie kieszeni kasą…

  7. Bardzo ciekawy artykuł ale program Martyny jest tylko programem podróżniczym nie dokumentem. Bardzo krótkie odcinki, które oddają namiastkę innego świata. Nie ważne czy to TVN czy TVP . Ja do takich programów mam dystans, tak dziś wygląda telewizja niestety. Ludzie sami oglądają to co chcą i to pod nich robi się takie programy

    1. Zdajemy sobie sprawę z charakteru programu, ale to nie powód, aby nie reagować. Bo nawet namiastka może być lepsza czy gorsza.
      To co opisaliśmy bezpośrednio, to jeden powód naszej reakcji. Drugim jest obraz Boliwii, jaki został zbudowany – kraj ubogich, dzikich i brutalnych Indian. Proszę poczytać komentarze ludzi pod zapowiedziami tego odcinka. Zresztą jak to wpływa na odbiór Boliwii na świecie, pamiętam sam po sobie. Kiedy przyjechaliśmy tu po raz pierwszy 5 lat temu, wysiedliśmy z samochodu (podróżowaliśmy autostopem) przerażeni. Był środek nocy, nie mieliśmy noclegu, i byliśmy pewni, że zaraz nas ktoś napadnie, abo co najmniej okradnie. Rzeczywistość okazała się całkiem inna, a my związaliśmy się z Boliwią na dobre (tylko w tym roku spędziliśmy tu 9 miesięcy).
      Ja śledzę i komentuję na bieżąco wszystko, co odnajdę w internecie na temat Boliwii –
      czy to wpisy blogowe czy publikacje. Program „Kobieta na krańcu świata” nie został przez nas upatrzony czy też szczególnie wybrany. Po prostu kolejna rzecz, którą wypadało skomentować.

    1. Jola- my uważamy inaczej. Przede wszystkim, prowadzenie programu o charakterze paradokumentalnym zobowiązuje do przedstawiania faktów. Tak samo dziennikarstwo. Ktoś tu zawalił, nie wiem na jakim poziomie i w którym momencie, ale fakt pozostaje faktem. Nie usprawiedliwiajmy bylejakości słowami „nic się nie stało”. Dopuszczamy tym samym, aby prowadzący szli po najmniejszej linii oporu i karmili nas „pięknymi obrazkami”, zgodnymi z potrzebami programu.

      Uwierz mi, że nie było żadnego problemu z zaproszeniem dziewczyn z „Cholitas Escaladoras”, nie ma też problemu aby się z nimi skontaktować (myśmy to zrobili za pierwszym razem poprzez Facebook) – po prostu nikt tego nie zrobił.

      Zauważ też, że piszemy również o innych rzeczach: słownictwie czy jednostronnym obrazie mężczyzn i sytuacji kobiet. Zobacz komentarze na profilu Martyny Wojciechowskiej i przeanalizuj, jaki obraz Boliwii i jej mieszkańców został zbudowany. Napiszę jeszcze raz, to co w komentarzu na blogu: „jak to wpływa na odbiór Boliwii na świecie, pamiętam sam po sobie. Kiedy przyjechaliśmy tu po raz pierwszy 5 lat temu, wysiedliśmy z samochodu (podróżowaliśmy autostopem) przerażeni. Był środek nocy, nie mieliśmy noclegu, i byliśmy pewni, że zaraz nas ktoś napadnie, abo co najmniej okradnie. Rzeczywistość okazała się całkiem inna, a my związaliśmy się z Boliwią na dobre (tylko w tym roku spędziliśmy tu 9 miesięcy).”.

      Takie przedstawianie dalekich krajów ma dużo większe konsekwencje, niż tylko strach przyjeżdżających po raz pierwszy turystów. Buduje obraz dzikich miejsc, w których dzieją się straszne rzeczy. Więc z łatwością akceptujemy to, że trwają tam wojny, że nasze wojska muszą tam jechać i zaprowadzać pokój bombardowaniami, że trzeba ich ucywilizować, najlepiej zarządzając tymi krajami. Itp itd. Wiem, że ten łącznik, który teraz wprowadziłem jest odległy i trudny do zaakceptowania, ale tak uważam – to jak postrzegamy inne rejony świata wpływa na to, jak akceptujemy to, co się tam dzieje. A programy pokazujące tak jednostronną wizję przyczyniają się to postrzegania wyobcowanego i oderwanego od rzeczywistości.

    2. Jola Be Jolina, weź pod uwagę to, że oni zarabiaja na robieniu tych programów olbrzymie pieniadze, więc wypadałoby to robić rzetelnie. Tym bardziej, że jest wiele osób zapatrzonych w te programy, ja zreszta też. I dla nich prawdziwa prawda to właśnie ta z programu. Wyobraź sobie, że Ty czy ja wrócimy do Boliwii, zajrzymy to Cholit, i tam się dowiemy, że te z programu Martyny, to zupełnie co innego. Inspiracja inspiracja, inspiracje sa na każdym kroku. Ale w czasach, kiedy krytykujemy media za przekazywanie nieprawdy, takie podejście nie jest w porzàdku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *