Nasza przygoda ze wspinaczką drzewną

Jak się zaczęła przygoda Krzyśka ze wspinaczką drzewną?

Mój pierwszy styk z arborystyką nastąpił w Anglii, gdzie wyjechałem pracować jako drwal, po nagle zakończonym 6-letnim epizodzie w Lasach Państwowych. W Anglii pracowałem by zebrać pieniądze na własny biznes i gdy pierwszy raz ujrzałem arborystę w akcji, od razu pomyślałem, że to jest to – tak mogę wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, a jednocześnie wykonywać interesujący zawód. Początki po powrocie do Polski nie były łatwe – nie miałem kontaktów, a środowisko arborystów nie było dobrze zorganizowane. Pierwsze wspinaczki robiłem na podstawie tego, co obejrzałem na filmach w Internecie (kręconych głównie przez arborystów w USA). Skutki były mizerne, ale przynajmniej robiłem postępy i jednocześnie dokupywałem potrzebny sprzęt. Przełom nastąpił, gdy założyłem internetowe forum dla arborystów. Tam poznałem ludzi uprawiających ten fach, nierzadko od wielu lat. Te kontakty zaowocowały wspólnymi pracami, gdzie zdobyłem niezbędną praktykę, pozwalającą na samodzielną i bezpieczną pracę w koronach drzew. Wsparty wiedzą leśną oraz kursem pielęgnacji drzew zacząłem mienić się arborystą.

Krzysztof Wystrach
Krzysiek

Jak się zaczęła przygoda ze wspinaczką drzewną u Marzeny?

Moje początki ze wspinaczką drzewną były bardzo romantyczne. Jak wielu twierdzi, żywcem wyjęte z miłosnego filmu, a raczej komedii… Gdy dowiedziałam się, że Krzysiek wspina się na drzewa, zaświeciły mi się oczy. Bardzo chciałam tego spróbować, było to dla mnie coś kompletnie nowego i szalenie interesującego. Więc na nasze pierwsze spotkanie „sam na sam”, wybraliśmy się do lasu. Krzysiek-odważny, oddał swój samochód w ręce nowo poznanej kobiety. A ja z radością wykorzystałam fakt że to typ terenowy, do lasu stworzony (samochód rzecz jasna), i szalałam nim po wszystkich wertepach. Gdy zbliżaliśmy się do wyznaczonego drzewa – zaczęło lać. -można się wspinać w deszczu? – zapytałam Krzyśka, gdy już do celu dotarliśmy i czekaliśmy w aucie zastanawiając się co robić. – hmm no tak, można, tyle że zmokniemy- odpowiedział Krzysiek, – no to chodźmy, przecież się nie rozpuścimy – z radością wybiegłam na deszcz. Gdy w końcu udało się Krzyśkowi zainstalować sprzęt i wytłumaczyć mi wszystko, byliśmy kompletnie mokrzy, a pogoda tylko się pogarszała. Burza rozpętała się gdy już kilkanaście metrów nad ziemią, wesoło sobie dyndaliśmy. – teraz odbij się mocno nogami od pnia i zluzuj przyrząd – instruował mnie Krzysiek, gdy z pośpiechem schodziliśmy z drzewa. Tak się niefortunnie odbiłam, że zaryłam kolanami o wystający korzeń drzewa. Później kuśtykając uparłam się, że wezmę wór z liną. Skończyło się na tym, że wywaliłam się i wylądowałam z tym worem w rowie! Ale to jeszcze nic. Najlepsze było, gdy okazało się, że Krzysiek, który zna ten las jak własną kieszeń, nie wie którędy wrócić do samochodu (żeby nie było, tak się zdarzyło pierwszy i ostatni raz ;) ). W końcu się szczęśliwie z lasu wydostaliśmy i Krzysiek podwiózł mnie pod blok kumpeli, z którą byłam umówiona, a na pożegnanie wręczył mi … nie, nie kwiatka, a miskę pierogów ruskich, własnoręcznie ulepionych, bo usłyszał że uwielbiam. Gdy koleżanka zobaczyła mnie w drzwiach, wybuchła śmiechem… gałęzie we włosach, cała mokra, uwalona błotem, tusz rozmazany dookoła oczu i miska pierogów w ręce… siniaki z kolan długo nie schodziły ;). I jak tu nie zakochać się we wspinaczce drzewnej (i nie tylko;)) po takiej historii?

Marzena Wystrach
Marzena

Na co? Po co?

Po co wspinać się na drzewa? Po to samo, po co się po górach chodzi, biega, wspina po skałach itp. Każdy pewnie ma swoje osobiste powody. Dla mnie najważniejsze to: – kontakt z przyrodą – aktywność na świeżym powietrzu – adrenalina – pokonywanie własnych słabości – nauka : technik, węzłów, drzew – ciekawy sposób spędzania czasu wolnego Na początku wspinaczka to po prostu coś nowego, interesującego. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak wraz z przyswajaniem wiedzy. Kiedy już samodzielnie potrafisz zainstalować sprzęt, wiesz jaki węzeł zawiązać, potrafisz odejść od pnia po cienkiej gałęzi, znasz kilka technik wejścia itd itp. Tak na prawdę to nauka bez końca.

Relaks w koronie drzewa
Relaks w koronie drzewa

Skąd pomysł na wspinaczkę drzewną w dżungli?

Nasz pomysł narodził się podczas podróży po Ameryce Południowej, a dokładniej to podczas pobytu w Boliwii. Naszą wyobraźnie rozbudziło: – widok pięknych, potężnych drzew, jakich w życiu nie widzieliśmy. – opowieści rdzennych mieszkańców, że drzewa tu rosnące mogą sięgać 80 metrów wysokości i w ich koronach mogą żyć zwierzęta, które nigdy nie schodzą na ziemie. – niezwykła różnorodność flory i fauny przyciągała nas by spędzić tam więcej czasu. – wyzwanie i ciekawość, co odkryjemy w koronach drzew. Te wszystkie pragnienia złączyły się w całość i w głowie zakwitł pomysł, by wrócić do Boliwii i zorganizować ekspedycję badawczo-naukową. Na rozpoczęcie realizacji naszego celu musieliśmy czekać jeszcze ok 8 miesięcy, bo tyle czasu jeszcze podróżowaliśmy po Ameryce Pd. Jednak już wtedy działaliśmy robiąc kosztorysy, prognozy, pisząc do ludzi, robiąc stronę internetową projektu, kiedy tylko mieliśmy jakikolwiek dostęp do internetu (www.expedition-madidi.org). Jednak najważniejsze przygotowania zaczęły się dopiero po powrocie do Polski. Ekspedycji, na taką skalę jaką planowaliśmy, nie udało się przeprowadzić. Chętnych naukowców, przyrodników czy fotografów zgłaszało się sporo. Zabrakło jednak funduszy i naszą wyprawę do dżungli zorganizowaliśmy budżetowo, na dużo niższą skalę. Nie zmienia to faktu, że na drzewa się wspinaliśmy i w koronie drzewa spaliśmy, że dużo się nauczyliśmy i wróciliśmy pełni pięknych wspomnień i nowych pomysłów.

Wspinaczka w boliwijskiej Amazonii
Wspinaczka w boliwijskiej Amazonii

One Comment

  1. Pingback: Warsztaty wspinaczki drzewnej w Polsce - Wystraszeni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *