Pierwszego dnia mojej podróży po Turcji, byłam pewna, że po tygodniu wracam do Polski. Nie ma szans, nie dam rady, wracam! Jeszcze zanim wyjechałam, decyzję o samotnej podróży opłaciłam wieloma nieprzespanymi nocami. Bo chociaż z zewnątrz mogłoby się wydawać, że zupełnie się nie denerwuję, to prawda była zgoła inna. Co z tego, że podróżuję od lat, tym razem miało być całkowicie inaczej. Miałam pojechać sama. Sama decydować o wszystkim, podejmować pełną odpowiedzialność za wszystko co robię, radzić sobie z problemami, dogadywać w nieznanym języku, orientować w terenie, planować trasę, szukać noclegów itp. Zawsze miałam do tego jakiegoś kompana! To chyba więc normalne, że gdy wchodzimy w strefę nam kompletnie nieznaną, odczuwa się lęk. Tym bardziej, że nigdy jeszcze nie rozstałam się z moim mężem na tak długo. Tak naprawdę, to okazało się, że ja zupełnie siebie od tej strony nie znałam. Wydawało mi się, że samej to mi się z hotelu nie będzie chciało wychodzić. Bo co ja tak sama mam się szwendać, jeść w knajpce, zwiedzać miasto? Dziwnie. Bez tytułu Wielu z Was pytało, o co chodzi z tym moim wyjazdem, czemu jadę bez Krzyśka, czy to wyjazd na drzewa, jaki to projekt tym razem. A odpowiedź jest banalna: zawsze marzyłam o „samotnej podróży” i w końcu przyszedł moment, by to zrobić. Nie chciałam tworzyć z tego żadnego projektu, bo zależało mi podczas tego wyjazdu, na całkiem innych aspektach. Chciałam cieszyć się nieskrępowaną podróżą, nie myśląc o tym, że muszę się z czegoś wywiązać. Skupić całą swoją uwagę na swoich osobistych przeżyciach, na ludziach i miejscach, a nie na tym, by to później dobrze sprzedać. Nie chciałam wymyślać niczego na siłę np. że będę skakać na skakance po każdym zjedzeniu kebaba ;). Miałam całe mnóstwo obaw odnośnie tej podróży, dużo jednak pomogły mi teksty innych dziewczyn, jeżdżących po świecie solo. Więc teraz i ja podzielę się swoimi spostrzeżeniami. Jak miały się moje obawy do tego jak jest naprawdę? Co mi w tej podróży przeszkadza, czy Turcja jest krajem po którym kobiecie podróżuje się dobrze? Okazało się, że jest tego więcej niż bym przypuszczała, więc na pewno powstanie więcej wpisów na ten temat. Ten tekst napisałam po niecałym miesiącu podróżowania, jednak już tydzień później dużo się zmieniło. Chciałam więc go zmodyfikować, ale finalnie zostanie w takiej formie jaka jest, a kolejny post będzie jego aktualizacją foto-2988

JĘZYK ORAZ ORIENTACJA W TERENIE, JEDZENIE

Większość Turków nie mówi po angielsku – mówili. Na pewno nie w Stambule! – myślałam. Przekonałam się o tym, że niesłusznie, już pierwszego dnia mojej podróży. Byłam szczęśliwa, że tak szybko udało mi się znaleźć odpowiedni autobus z lotniska i wysiąść w dobrym miejscu, przy porcie w Kadikoy (azjatycka strona miasta). – Teraz już tylko 500 metrów i jestem w hostelu – myślałam sobie. Popełniłam jednak ogromny błąd i nie zorientowałam się, gdzie ten hostel dokładnie się znajduje. – Przecież mam GPS-a w telefonie, więc mnie poprowadzi. Pech chciał, że coś się schrzaniło w telefonie i przez kilka godzin, z ciężkim plecakiem, w nocy i w deszczu, klnąc siarczyście pod nosem próbowałam znaleźć hostel widmo. Miałam wrażenie, że mój plecak ma działanie dokładnie takie, jak peleryna niewidka. Ludzie zupełnie mnie nie zauważali. Pamiętam gdy wylądowaliśmy z Krzyśkiem w Rio de Janeiro i błądziliśmy po tym ogromnym mieście z mapą w ręku. Ludzie sami do nas podchodzili, oferując pomoc, widząc, że zabłądziliśmy. A tutaj taka biedna, zmoknięta istota, turlająca się z tym swoim wielkim plecakiem, błagalnym wzrokiem kota ze „Shreka” próbuje znaleźć kogoś, kto jej pomoże. Ale gdy tylko wydobywa z siebie słowa brzmiące: „Do you speak English? Can you help me?” – wszyscy uciekają jak poparzeni. W końcu jakimś cudem trafiłam do tego hostelu i szlag mnie trochę trafił, gdy chłopak z mojego pokoju opowiada, że pierwsza lepsza zapytana osoba, mówiła po angielsku i zaprowadziła go prosto do hostelu! Pierwszy nocleg zarezerwowałam z wyprzedzeniem. Obawiałam się wędrowania po nowym mieście z ciężkim plecakiem i szukania noclegu (chociaż pomimo rezerwacji i tak to robiłam). Gdy podróżujemy z Krzyśkiem, zawsze jedno z nas zostaje z plecakami, a drugie szuka i dzięki temu znajdujemy naprawdę tanie noclegi. I faktycznie, gdy szukam sama hotelu, jest to sytuacja dla mnie dość stresująca. Po pierwsze, bardzo rzucam się w oczy idąc z plecakiem, po drugie jest mi strasznie ciężko, po trzecie pewnie nie raz znalazłabym tańszy nocleg, ale już po prostu nie mam siły i biorę co jest. Nie chcę jednak już rezerwować z wyprzedzeniem, ponieważ szukając na bieżąco mogę znaleźć noclegi tańsze niż przez internet, mogę się targować, a przede wszystkim mogę być elastyczna. Zazwyczaj decyzję gdzie pojadę jutro, podejmuję spontanicznie. Bywa, że wieczorem mam pewien plan, a rano całkowicie zmieniam kierunek. Poza tym, jak to było w przypadku Stambułu, gdzie hostel miałam zarezerwowany, musiałam odnaleźć go i dojść pod wskazany adres. Gdy szukam na bieżąco, zostaje tam, gdzie mi najbliżej i nie muszę z bagażem tłuc się przez całe miasto. W większości miast w Turcji nie funkcjonują hostele. Mam alergię na hostele już od dłuższego czasu. Kiedyś uwielbiane przez mnie, miejsce spotkań z podróżnikami z całego świata, teraz są dla mnie po prostu męczące. Jednak w sytuacji, kiedy podróżuję sama i kiedy przez dłuższy czas nie mam z kim normalnie porozmawiać, tęsknie za takim miejscem i czasami czuję ogromną potrzebę, by taki hostel nagle mi przed nosem wyrósł. foto-2342 Ci którzy mnie znają, wiedzą że telefon się mnie nie trzyma. Albo rozładowany, albo gdzieś tam leży zapomniany. Tym razem to narzędzie zajmuje zaszczytne miejsce na równi z aparatem fotograficznym. Nie rozstaję się z nim ani na chwilę, nie pozwalając by padła mi bateria taszczę ze sobą power bank. Bo dzięki niemu mogę się dogadywać, mogę o coś zapytać, mogę nawet prowadzić wielogodzinne rozmowy za pomocą tłumacza w telefonie. Choć czasami, jak wiadomo, wychodzą z tego dziwne rzeczy ;). Takie rozmowy sprawiają, że łapię kontakt z napotkanymi ludźmi, że mogę spędzić z nimi czas i trochę ich poznać, jednak nigdy nie zastąpi to normalnej rozmowy i nie da się zbudować żadnej więzi bez języka, tak mi się wydaję. O tylu rzeczach chciałabym nie raz z nimi porozmawiać, ale nie mogę. A im dalej na wschód tym trudniej. Gdy dorwę kogoś mówiącego choć trochę po angielsku, to przyczepiam się jak rzep, czerpiąc radość z tego, że mogę ROZMAWIAĆ. Zabawne sytuacje czasami wychodzą, gdy próbuję zamówić jedzenie. W miejsca do których chodzę jeść, zazwyczaj nie ma żadnego menu. Jeszcze pół biedy, jak to jest lokanta (coś w rodzaju tureckiego baru mlecznego), gdzie jedzenie jest w podgrzewanych metalowych miskach i można po prostu wskazać palcem co się chce. Czasami jednak nie wiem co można zjeść w danym miejscu, albo nie mam pojęcia co w tych miskach się znajduje. Ale mam na to pewien sposób ;) Prawie zawsze, w takich miejscach mają zupę (Çorba). Więc gdy nic innego nie wymyślę, a ze sprzedawcą się nie dogadam, to biorę zupę. Uwielbiam je, zawsze mi smakują i zawsze się nimi najem. foto-4411

TURECCY PODRYWACZE

To, że Turcy to podrywacze słyszałam przed wyjazdem wielokrotnie, częściej niż to, że nie mówią po angielsku. Że są nachalni, ciężko się od nich opędzić, nie potrafią zrozumieć że kobieta nie jest zainteresowana. Bałam się tego potwornie. Tego, że nie będę wiedziała jak się w takiej sytuacji zachować, że nie będę potrafiła odróżnić podrywu od zwykłej rozmowy, że na każdego Turka będę patrzeć „spod byka” tak na wszelki wypadek. Że nie będę mogła spokojnie przejść ulicą bo będę słyszeć gwizdanie, trąbienie, i niezrozumiałe teksty rzucane w moim kierunku. Tak to sobie trochę wyobrażałam. „Weź obrączkę, mów wszystkim że masz męża” – czytałam porady. Tego akurat udawać nie muszę, jednak obrączki wcześniej nie nosiłam, a teraz z się z nią nie rozstaję. Chociaż babcia powiedziała mi: „A ty myślisz że jak któryś będzie chciał cię zgwałcić, to na obrączkę będzie patrzył?” ;) Na początku byłam bardzo podejrzliwa i do rozmów z Turkami podchodziłam z dystansem. Jednak szybko zorientowałam się, że wcale nie jest tak, jak mi opowiadano! Turcy, których poznałam, byli uprzejmi, przyjacielscy i nawet JEŚLI mieli coś na myśli, nigdy żaden nie był wobec nie natarczywy. Nigdy zaproszona na herbatę czy posiłek, nie czułam się zobowiązana do niczego. Pamiętam, że idąc ulicą w boliwijskim mieście, czułam się dużo bardziej niekomfortowo, pomimo tego że Boliwię znam dużo lepiej, uwielbiam i czuję się tam dobrze. Turcja jest krajem zdominowanym przez mężczyzn – bynajmniej w moich oczach. To głównie oni są sprzedawcami w piekarniach, barach, restauracjach. To mężczyźni przesiadują w herbaciarniach, to głównie w ich towarzystwie jem obiady w lokantach. Słyszałam, że herbaciarnie często są tylko dla mężczyzn. Siedzą piją, lulki palą, w tavlę grają. I ciężko się z tym nie zgodzić. Herbaciarnie są na każdym kroku i są zazwyczaj opanowane przez chłopów. Nie mam już jednak siły, by cały dzień szukać miejsca gdzie są kobiety, po to by się po prostu napić czaju. Gdy otwieram drzwi i wkraczam do tego męskiego świata, nagle wszystkie oczy zwracają się w moim kierunku. Ale pewnym krokiem idę do kelnera, zamawiam herbatę, siadam przy stoliku i tyle. Za chwilę już wszyscy wracają do swoich rozmów czy gry, a ja w kompletnym spokoju piję sobie herbatę, obserwuję co robią i nie czuję kompletnie żadnego dyskomfortu. Bardzo często wybierając się do jakiegoś miejsca na posiłek, nie płacę za niego wcale. Bo właściciel zaprasza mnie do stolika, gdzie siedzi sam lub z kumplami, i jem i piję czaj za czajem razem z nimi. Oczywiście czujność zachowuję zawsze i ufam swojej intuicji. Gdy czytałam teksty kobiet, o tym że intuicja im podpowiada jak w danej chwili się zachować podczas podróży, wydawało mi się że jak tak nie potrafię, że nie będę umiała odróżnić kiedy „spieprzać jak najdalej”, a kiedy usiąść i porozmawiać. Ale to przychodzi tak naturalnie, że nawet się nie zastanawiam. Doskonale wiem, co powinnam w danej chwili zrobić. Choć nie obyło się bez różnych sytuacji, które opiszę przy okazji innych tekstów. No więc to najczęściej z mężczyznami spędzam czas, bo po prostu są bardziej kontaktowi i to zazwyczaj oni mnie obsługują. Z kobietami za to, spotykam się w autobusach… Kupując bilet na dłuższą trasę, miejsce koło mnie jest już przeznaczone tylko dla kobiety. Mężczyzna nie może podróżować koło mnie. A co z tą obrączką, przydaje się czy nie? Każdy ma pewnie inne zdanie, ale ja bardzo się cieszę z tego że ją mam. Jestem bardzo zaskoczona, jak wielu ludzi i jak szybko zwraca na nią uwagę. Czasami po paru sekundach od przywitania, pokazują na obrączkę i pytając czy mam męża. Zawsze mam też przy sobie wywołane zdjęcia, więc często pokazuje od razu mojego męża, by nie było że ściemniam ;), a także dzięki temu łapię kontakt z ludźmi, którzy też zaczynają pokazywać mi swoje zdjęcia. foto-3380

5 komentarzy

  1. Każdy kto jedzie do jakiegoś kraju ma wiele informacji o nim, ale kaźdy z nas jest inny i
    inaczej widzi różne rzeczy . Nasze podejście do tego jest różne i inne oczekiwania . Jeśli sami potrafimy wyznaczyć pewną granicę na pewno nie będziemy rozczarowani . Dla tego czujesz się tam dobrze i nie spotykają cię historie jakie spotykają innych . Bardzo się cieszę że tak jest . Tak trzymaj .❤

  2. Podziwiam za odwage, bo ja w stosunku do mezczyzn w kazdym karaju z reszta, zachowuje dystans. W Turcji to raz mnie pan piekarz przy mezu probowal poderwac:) Mialam ubaw:)
    Bardzo inspirujaca podroz!

    Tina
    1. Dziękuję :) Również zachowywałam dystans, szczególnie wtedy kiedy czułam się niepewnie. Ten post napisałam na początku swojej podróży, później miałam również i mniej przyjemne przygody, aczkolwiek nigdy nic złego mi się nie stało. Pozdrawiam :)

      Masza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.