PODSUMOWANIE ROKU 2017

Tak jakoś wyszło, że to pierwsze podsumowanie roku w historii tego bloga!
Nigdy tego nie robiłam z założenia, że pewnie i tak nikogo to nie obchodzi. A jednak kogoś obchodzi – mnie! ;) Bo uwielbiam czytać podsumowania roku innych osób. O tym gdzie podróżowali i co im się udało, nieustannie mnie to motywuje i inspiruje. Więc w tym roku, sama też napisałam (w ogromnym skrócie) to co się działo przez dwanaście miesięcy mojego (i naszego) życia.

STYCZEŃ

Marzyło mi się, by pójść na warsztaty pisania reportaży. A że żadnego akurat nie było, to je zorganizowałam! Tak oto, dzięki pomocy Miejskiej Bilioteki Publicznej Filii nr 4 (Najlepsi!) w Opolu odbyły się warsztaty reportażu z Intoamericas. Było super!

Intoamericas

W połowie stycznia wyruszyliśmy do Ameryki Południowej nie wiedząc kiedy konkretnie wrócimy (obstawialiśmy, że jakoś na jesień). Choć najpierw do Niemiec, a dalej do Amsterdamu.
Potem miała być Kostaryka. Jednak w międzyczasie się rozmyśliliśmy i do Kostaryki nie polecieliśmy. Po prostu wyszliśmy z lotniska w Kolumbii, gdzie mieliśmy przesiadkę. Od tej pory zaczęła się nasza dwutygodniowa podróż przez Kolumbię, Ekwador i Peru aż do Boliwii. Trwała tyle czasu, bo zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach po drodze. Trochę się działo…
Pierwsze wywiady po hiszpańsku, zatrzymanie na granicy w Peru, kąpaliel w Pacyfiku, fotografowanie ulicznej fiesty. Odwiedziliśmy też miejsca w których byliśmy kilka lat temu. Było intensywnie!

 

LUTY

W lutym dotarliśmy do Boliwii! Wynajęliśmy apartament w niebieskim domu (w którym mieszkaliśmy też parę lat wcześniej). Dom jest dwupiętrowy, współdzieliliśmy salon, kuchnię, łazienkę i taras z innymi mieszkańcami domu: producentem kawy i naszym przyjacielem Lorenzo, fotografem Mileniuszem z którym byliśmy w dżungli w 2015 r. i z Boliwijczykiem Jaime. Poszliśmy do szkoły hiszpańskiego,zwiedzaliśmy nowe i stare miejsca w La Paz. Cieszyliśmy się po prostu zwykłym życiem w mieście które uwielbiam i w którym chciałam pobyć dłuższy czas.
O tym za co kocham La Paz pisałam O TUTAJ

 

MARZEC

Opuśliśmy La Paz i wyruszyliśmy nad jeziora, które ze względu na ogromną suszę, zaczęły wysychać. Pojechaliśmy zobaczyć jak wygląda sytuacja i porozmawiać z mieszkańcami. Byliśmy nad jeziorem Popoo, Uru Uru, a także we wiosce El Choro. Mieszkańcy nie mają tam bieżącej wody, czerpią ją z deszczówki. Ale jako że pada dużo rzadziej, to muszą pić wodę z kanału. Woda z tego źródła jest brudna i słona. Temat jest trudny i skomplikowany, wiele ludzi cierpi przez tą sytuacje, stracili prace, bo wcześniej żyli z rybołówstwa. To jest temat, o którym kiedyś jeszcze napiszę więcej.
Władze wioski El Choro udostępniły nam pokój w opuszczonym budynku (opuszczony ale zamykany, w jednym z pomieszczeń znajduje się nadajnik radiowy). Zostaliśmy zaproszeni na zgromadzenie władz okolicznych osad (to nawet nie wsie, czasami to po prostu parę domów na krzyż). Spotkanie to było o tyle trudne, że prowadzone w quechua!

Znów odwiedziliśmy też Salar de Uyuni (o czym poczytacie TU i TU) i pojechaliśmy do Argentyny na kolorowe wzgórza.

KWIECIEŃ

Powrót do La Paz i przeprowadzenie wielu bardzo trudnych wywiadów z ludźmi ulicy, słuchanie o ich porzuceniu i problemach z prawem i narkotykami. Były także wywiady z niepełnosprawnymi mieszkającymi w namiotach na głównym placu miasta, ze rdzennymi mieszkańcami o tym co myślą, gdy nazywa się ich Indianami. Dużo różnych spotkań, z niektórych powstały już teksty, na które potrzebuję więcej czasu.
Oprócz tego dostaliśmy wizy pracownicze, więc mogliśmy zostać Boliwii dłużej niz 90 dni i legalnie pracować.

MAJ

W maju poznaliśmy „Cholitas Escaladoras”. Pojechaliśmy z nimi na kurs wysokogórski, gdzie po raz pierwszy przekroczyliśmy wysokość 5 tys m n.p.m.. Zorganizowaliśmy Cholitom kurs drzewny w La Paz. Od tego momentu zaczęliśmy się spotykać bardzo często, również prywatnie.
O Cholitas Escaladoras pisałam -> TU 
Zaczęliśmy także pracę na terenie kampusu uniwersyteckiego!

CZERWIEC

Zamieszkaliśmy u Constantino, który jest szefem CIPTA (Rdzennej Rady Ludu Tacana) w Rurrenabaque w Amazonii. Mieliśmy swój bambusowy pokój, w których wychowali się synowie Constantino i Emmy. To była nasza baza w mieście, z której wyruszaliśmy do dżungli.  Mamy tu dużo przyjaciół, dzięki którym mogliśmy mocno uciąć koszty pobytu w dżungli. Na zasadzie pomoc za pomoc. Popłynęliśmy jedynie za cenę paliwa i mieliśmy cały ekolodge dla siebie. Ich agencja oferująca wycieczki do dżungli cienko przędzie. Od tygodni nie mieli turystów, dlatego też domki w dżungli stały puste i byliśmy zupełnie sami. Powiedziano nam, że gdy już będzemy chcieli wracać to mamy wezwać ich przez radionadajnik. Niestety… ale gdy przyszło co do czego, okazało się że nadajnik nie działa…
I cóż, mogliśmy siedzieć sobie tam dalej, tyle że skończyło się jedzenie. Koczowaliśmy nad brzegiem rzeki i próbowaliśmy złapać łódkę na stopa. Po dwóch dniach się w końcu udało!

Nasz pobyt w dżungli to było dużo łażenia po lesie i dużo wspinania na drzewa. Zamieszczaliśmy kamery fotopułapki w ich koronach, a na niektóre wspinaliśmy się jedynie rekreacyjnie i fotograficznie. Między innymi na naszego ulubionego Almendrillo, który jest OGROMNY i wyższy niż inne drzewa w okolicy. Wspinaliśmy się czasami w nocy, żeby być na drzewie o świcie. Po raz pierwszy, oprócz owadów, na tym samym drzewie, blisko nas usiadły dwie czerwone Ary!
Czerwiec to także współpraca z międzynarodową organizacją Conservation Interrnational. Z ich pracownikami pojechaliśmy do wsi Santa Rosa, gdzie obserwowaliśmy jak wspinają się na palmy miejscowi wspinacze. Narzekali, że ich metoda jest niebezpieczna i używając kolcy, niszczą palmy, które mogą przestać dawać owoce. Łaziliśmy więc z nimi po lesie, pokazywali nam jak się wspinają i opowiadali co by chcieli zmienić. Krzysiek również wspiął się ich sposobem, pokazywał różne techniki, które można by było zastosować, uczył wiązania węzłów.

Tego miesiącia pływaliśmy też łódką w nocy po Beni, i spędziliśmy miły czas na „farmie” Alfredo i Benity, o czym pisałam TU

 

LIPIEC

Wynajęliśmy mieszkanie w południowej części miasta, żeby miec bliżej do pracy na teren kampusu uniwersyteckiego. Nazwaliśmy je Casablanca, bo mieszkanie i budynek były białe. W wolnych chwilach jeździliśmy zwiedzać m.in. Kanion Palca (gdzie wybraliśmy się z namiotem), do Zongo razem z Cholitami (Ana Lią i jej mamą z Cholitas Escaladoras, i ich bliskimi).

SIERPIEŃ

Ten czas spędziliśmy pomiędzy La Paz, El Alto i Rurrenabaque. Zdecydowaliśmy się na pomoc Cholitom w zdobyciu najwyższego szczytu Boliwii. Z tego powodu sporo kursowaliśmy do El Alto (gdzie mieszkają Cholity), by dogadywać szczegóły, kręcić film, robić zdjęcia i układać cały projekt.

 

WRZESIEŃ

Wrzesień znów spędziliśmy w domu Constantino w Rurrenabaque i w dżungli. Ściągaliśmy kamery, które wcześniej zainstalowaśmy na drzewach. A to oznacza, że sporo się wspinaliśmy. Do teraz jeszcze nie ogarnęłam wszystkich zdjęć i filmów z kamer. Ale między innymi w koronie drzewa na wysokości ponad 30 metrów wałęsały się mrówkojady, torbacze, kuny, różne rodzaje małp i gryzonie.

PAŹDZIERNIK

Pierwszy raz zdobyliśmy 6-tysięcznik, pierwszy raz ktoś za pracę na drzewach targował się z nami, by zapłacić więcej! Pierwszy raz odwiedziliśmy stolicę Boliwii – Sucre.
I po raz kolejny pożegnaliśmy się z Boliwią. Ruszyliśmy do Chile, by w Arice nad Pacyfikiem spędzić nasze ostatnie dni w tym roku w Ameryce Południowej!

 

LISTOPAD-GRUDZIEŃ

* Powrót do Polski, ale wciąż w podróży. Udało się dostać kilka drzewnych zleceń, więc tam gdzie zlecenie – tam mieszkaliśmy. Dzięki temu poznaliśmy Łódź, byliśmy pod i we Wrocławiu, pod Obornikami.
* Zaczełam pracę nad zaległymi tekstami i nowym reportażem.
* O swoich doświadczenia w pracy w Boliwii napisaliśmy tekst, który znalazł się w książce Karola Wernera „Zarabianie na Podróżach”.
* Wraz z Opolską Grupą Podróżniczą zaczęliśmy przygotowania do czwartego fesitwalu podróżniczego w Opolu, który wspólnie organizujemy. 

W 2017 przełamałam się, by przeprowadzać wywiady po hiszpańsku, bo na początku umierałam ze strachu! Towarzyszyły mi obawy, że czegoś nie zrozumiem albo zadam źle pytanie.
I faktycznie bywało trudno np. w rozmowach z młodzieżą z ulicy, która mówiła w slangu lub profesorami, którzy używali trudnego, wyszukanego słownictwa.
Ale najważniejsze było pozytywne nastawienie i to, że byłam naprawdę zainteresowana tym, co mają do powiedzienia. Za ich zgodą nagrywałam te wywiady na dyktafon, dopytywałam, tłumaczyłam. I się udało. Moim największym spełnionym marzeniem, są dwa reportaże i fotoreportaże w Polityce. Ale moje teksty pojawiły się także w Poznaj Świat, męskim magazynie Logo, i jeszcze jeden fotoreportaż w Podróżach. A wciąż mam jeszcze trochę materiałów do przygotowania.
Dla Krzyśka to był intensywny czas zdobywania doświadczenia drzewnego. Przeprowadzał kursy wspinaczkowe po hiszpańsku, uczył naukowców, cholity, rdzennych mieszkańców Amazonii m.in. wspinaczy palmowych. Pracował jako arborysta, instalował kamery w koronach drzew Amazonii.
Nie wszystko co założyliśmy się udało i wiele naszych starań poszło na marne. Czasami poświęcaliśmy czas na coś, z czego nie ma efektów. Albo co może kiedyś może przynieść jakieś rezultaty. Z pewnych sytuacji mogliśmy wyciągnąć więcej. Ale nigdy nie jest tak, że wszystko się udaje i pewnie o tych porażkach też jeszcze kiedyś napiszę. W każdym razie staramy się nie skupiać na tym co nam nie poszło, a cieszyć z tego co wyszło.
Wiele osób nas pyta, czy wracamy do Boliwii. Tak, mamy taki zamiar, bo jak wiecie nie dokończyliśmy „projektu” z Cholitas Escaladoras na szczycie Sajamy. Będziemy więc starać się nadal zdobyć finansowanie i w tym roku, wrócić jeszcze do Boliwii.
Ale jak będzie, to się zobaczy w podsumowaniu roku, za rok ;)

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *