W tym roku po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu zagranicą. Maroko wydało nam się dobry miejscem ku temu, ponieważ:

  • Ceny wypożyczenia samochodu w Maroku są przystępne;
  • Kraj jest duży, odległości spore, a my chcieliśmy zawitać w kilka miejsc, niekoniecznie położonych na najbardziej uczęszczanych szlakach turystów i dobrze skomunikowanych.
  • Mieliśmy tylko 3 tygodnie, a lubimy zmieniać plany na bieżąco, więc samochód dawał nam sporą swobodę w takiej realizacji wyjazdu.

Kiedy zapadł decyzja, pozostało wyszukanie najkorzystniejszej oferty, czyli jednocześnie ekonomicznej i na dobrych warunkach.

Ceny wynajmu

Zacznijmy od ekonomii. Jest sporo wyszukiwarek internetowych, agregujących i porównujących oferty wypożyczalni. Ceny były przeróżne i zmienne, ale szukając ofert z ubezpieczeniem wkładu własnego (o nim niżej), najlepsze oferty pokazywały się na stronach korzystających z systemu „Cartrawler”, a wśród nich, najniższe ceny proponował Ryanair (ttps://car-hire.ryanair.com/).

Oczywiście ceny zmieniały się z czasem, a najniższe były 3-4 dni przed wypożyczeniem. Wtedy to na stronie Ryanair, najmniejsze z samochodów można było wynająć za cenę poniżej 50 zł dziennie bez ubezpieczenia, lub nieco powyżej 60 zł dziennie z nim. Tych cen nie udało się nam pobić.

Jednocześnie prowadziliśmy wymianę mailową z lokalną wypożyczalnią, nie związaną z żadną z sieci i nieobecną w systemach rezerwacyjnych: http://www.rentcarsagadir.com/. Ostatecznie to właśnie stąd wypożyczyliśmy samochód pomimo tego, że cena była o 30 EUR wyższa (przy wypożyczeniu na 21 dni). Dlaczego? Po pierwsze adres wypożyczalni uzyskaliśmy z polecenia i obiecywano nam bezproblemową obsługę. Po drugie Pan Youssef już na wstępie zaproponował nam samochód z wyższej klasy (Ford fiesta zamiast Hyundai i10, a ostatecznie otrzymaliśmy jeszcze większą Dacię Logan w dieslu). A po trzecie, mogliśmy mieć nieograniczoną liczbę kierowców i nie trzeba było wpłacać zabezpieczenia udziału własnego, nawet nie wykupując właściwego ubezpieczenia (o tych sprawach niżej). No i na koniec, co już mniej ważne, nie musieliśmy myć samochodu przed oddaniem ;).

Ubezpieczenie i wkład własny

O co chodzi z tym wkładem własnym? Każdy samochód z wypożyczalni jest ubezpieczony, ale w przypadku uszkodzenia pojazdu, kradzieży etc., musimy ponieść koszt tego zdarzenia, do wysokości wkładu własnego. Ta kwota jest spora, aktualnie 12500 MAD (dirhamów marokańskich) czyli ponad 4500 zł. Warto się więc ubezpieczyć na taką ewentualność tym bardziej, że ubezpieczenia są w przystępnych cenach (od 2 EUR dziennie).

Ubezpieczenie możemy wykupić na dwa sposoby. Jeżeli rezerwujemy przez Internet, każdy z systemów zaproponuje nam jego wykupienie. Drugi sposób, to zakup ubezpieczenia w punkcie wynajmu samochodu.

Pierwszy sposób ma zaletę taką, że dostajemy przejrzystą ofertę (możemy sprawdzić warunki ubezpieczenia, a różnią się znacznie w zależności od ubezpieczalni) i płacimy za całość kartą cenę podaną w złotówkach – oferta jest już przewalutowana, zazwyczaj po dobrym kursie . Wada jest taka, że wypożyczalnie nie uznają tego ubezpieczenia bezpośrednio. Więc przy wypożyczeniu musimy mieć kartę kredytową, na której zostanie zablokowana równowartość opisanego wyżej wkładu własnego( 12500 MAD), na poczet możliwej szkody. Jeżeli nic się nie stanie, ta kwota jest zwalniania i nie wiąże się to z żadnymi kosztami. A jeżeli powstanie jakaś szkoda, to wypożyczalnia potrąca odpowiednią kwotę z karty, a my samodzielnie musimy odzyskać ją od ubezpieczalni.

W drugim przypadku, gdy wykupimy ubezpieczenie w wypożyczalni, nic na karcie nie będzie blokowane, a w przypadku szkody, oni sami odzyskają stosowne koszty z ubezpieczenia. Wadą jest to, że dopiero na miejscu dowiemy się, ile będzie nas kosztować ubezpieczenie, no i musimy posiadać gotówkę (EUR, MAD), aby je wykupić.

Jest jeszcze trzecia opcja – niektóre wypożyczalnie lokalne nie żądają tego zabezpieczenia, nawet gdy nie wykupimy ubezpieczenia. Taką opcję mieliśmy w  http://www.rentcarsagadir.com/, ale takich wypożyczalni jest więcej.

Inne opłaty

Przede wszystkim, prawie zawsze zapłacimy za każdego dodatkowego kierowcę. Opłata wyniesie od kilkunastu złotych za całe wypożyczenie, aż do podwojenia kosztu wypożyczenia! Nie warto pomijać tej opłaty, bo wg prawa, samochodem może kierować tylko osoba wpisana w umowę wynajmu. W przypadku kłopotów, to może być istotne. Tak samo płatne są dodatkowe elementy wyposażenia, jak nawigacja, fotelik dziecięcy, czy bagażnik dachowy – ceny zazwyczaj są spore.

Ponoć niektóre wypożyczalnie doliczają sobie tzw. „opłatę lotniskową”, za wypożyczenie samochodu na lotnisku– czytajcie warunki wypożyczenia lub dopytujcie.

Bywa, że wyjeżdżając z lotniska będziemy musieli uiścić opłatę za parking (szczególnie w przypadku mniejszych wypożyczalnie, nieposiadających biura na lotnisku).

Przekazanie samochodu

Procedura jest prosta. Przedstawiciel wypożyczalni będzie czekać na nas na lotnisku (jeżeli tam wypożyczamy, co jest najwygodniejsze) i zaprowadzi nas do samochodu. W każdym przypadku, a szczególnie gdy nie wykupujemy ubezpieczenia wkładu własnego, powinniśmy dokładnie obejrzeć samochód i w protokół przekazania wpisać każdą zauważoną usterkę etc., aby nie obciążały one nas później. Dobrym zwyczajem jest sfotografowanie samochodu z każdej strony tak, aby było widać detale oraz to, że zdjęcia są wykonane w miejscy wypożyczenia. Dobra rzecz w spornych sytuacjach.

My tego nie zrobiliśmy, ale jak pisałem na początku, mieliśmy wykupione ubezpieczenie pokrywające wkład własny, więc nie obawialiśmy się o przypisanie nam jakiś szkód, które już istniały w chwili wynajmowania samochodu.

Po tym podpisujemy umowę (spisaną po francusku oczywiście, więc my nie wiedzieliśmy w ogóle co tam jest napisane) i ruszamy. Maroko stoi przed nami otworem!!!

Tankowanie

Jeżeli mamy pusty bak (to zależne od umowy, są różne opcje), to pamiętajmy o posiadaniu gotówki na start – bardzo dużo stacji nie obsługuje płatności kartami.

Na stacji nie tankujemy sami, robi to obsługa. Mówimy za ile chcemy zatankować, lub po prostu prosimy o zalanie do pełna. Nie musimy również nigdzie iść płacić, tylko uiszczamy opłatę przy dystrybutorze. Wszystko super wygodnie! Chyba, że płacimy kartą (jak pisałem wyżej, nieczęsta możliwość), to już będziemy musieli pofatygować się do kasy.

Paliwo jest tańsze niż w Polsce. W marcu 2018 r. ceny ON kształtowały się na poziomie 9,5-10 MAD, a benzyny 10,5-11,5 MAD. Wyjątkiem jest terytorium Sahary Zachodniej, gdzie oba rodzaje paliwa kupimy w cenie poniże 8 MAD!

Co ciekawe, na stacjach przy autostradach wcale nie jest drożej niż gdzie indziej.

P.S. Nigdy nie otrzymaliśmy żadnego rachunku za tankowanie, ale nie były nam potrzebne. Zapewne jest to możliwe.

Nawigacja

Nawigację Maroka możecie wypożyczyć wraz z samochodem, ale to dosyć droga opcja. My korzystaliśmy z HERE WeGo na smartfonie i sprawdzała się dość dobrze. Testowaliśmy też Maps.me, i również nawigowała poprawnie. Za to nie można nawigować przy pomocy map gogle (działają tylko wyznaczanie trasy). Mieliśmy dostęp do Internetu dzięki zakupowi marokańskiej karty sim, ale tak naprawdę wystarczają wgrane mapy offline, które można pobrać jeszcze przed wyjazdem.

Problemem było to, że nawigacja nie dysponowała żadnymi realnymi informacjami na temat jakości dróg i czasu przejazdu. Ponoć to powszechna przywara wszystkich nawigacji. Tak więc jeżeli dwie dane drogi były w tej samej kategorii, to nawigacja traktowała je identycznie, chociaż czasami różnica była jak pomiędzy autostradą a polną drogą. Oczywiście brak również informacji o nawierzchni – czy jest asfaltowa czy gruntowa. Również w miastach zdarzało się, że nawigacja pchała nas w wąskie dróżki wciśnięte pomiędzy domami, kiedy obok do dyspozycji była szeroka droga, pełniąca rolę głównej trasy w tej okolicy.

Czasy przejazdu również mocno się nie zgadzały, najczęściej podróż trwała sporo dłużej.

Niemniej nawigacja była bardzo przydatna i warto ją mieć.

Opłaty drogowe

W północno-zachodniej części Maroka będziemy mieli możliwość skorzystania z sieci autostrad. Ceny są „akceptowalne” (wyliczyć możecie tutaj: http://www.admtrafic.ma/preparez_votre_voyage/), a komfort podróży dużo większy (szczególnie, że poza wybrzeżem, nie ma przesadnego ruchu).

Płacimy na bramkach, w większości przypadków tylko gotówką. Rodzaje bramek są dwie, jak w Polsce (albo pierwsza z biletem i potem opłata w zależności od km, albo po prostu ze stałą kwota za przejazd przez bramkę)

Jakość dróg

Wspomniane wyżej autostrady są w dobrym stanie i niewiele można im zarzucić. Podobnie drogi krajowe („National” – oznaczone literą N i cyfrą). Sytuacja zmienia się na drogach regionalnych („Régional” – oznaczone literą R i cyfrą) – w większości i one są w niezłym stanie, ale możemy trafić na odcinki dziurawe, z kiepskim poboczem, czy wręcz bez asfaltu. Jak się domyślanie, najniższa kategoria dróg, czyli prowincjonalnych („Provincial” – oznaczone literą P i cyfrą), oznacza także najniższą jakość. W tej kategorii również natrafimy na asfalt równy jak stół, ale równie dobrze może to być wyboista polna droga. Zadziwia ich zmienność na krótkim odcinku, czy wręcz przeplatanie kilkunastu kilometrów super asfaltu, kilkunastometrowymi odcinkami dziur rodem z poligonu czołgowego. Uważność bardzo zalecana, szczególnie w nocy! Warto zasięgnąć informacji o danych odcinkach dróg regionalnych i – szczególnie – prowincjonalnych, jeżeli nie lubicie niespodzianek i boicie się gorszych dróg. Pamiętajcie też, że w górach zdarza się, że to co rok temu było piękną drogą, aktualnie może być idealnym miejscem do testowania łazików marsjańskich – pytajcie o stan dróg miejscowych!

Niestety ulice w miastach, szczególnie tych średnich i małych, są w kiepskim stanie. Często nawet te główne, przelotowe, mimo pięknych tras dolotowych.

Pamiętajcie też o górach i pogodzie! Nie będę tutaj pisać o przejazdach przez wysokie przełęcze, bo to oczywiste, że opady śniegu i ulewne deszcze mogą je uniemożliwić, niestety zdarza się to również na „górkach”. Nas zaskoczył niespodziewany kilkugodzinny opad śniegu pod koniec marca. Byliśmy wtedy w trasie do Meknes (od południa) główną drogą krajową N13, na wysokościach poniżej 2000 m n.p.m. Pod drodze droga lekko się wznosi, normalnie pewnie byśmy na to nawet nie zwrócili uwagi. Niemniej są tam podjazdy i została ona zamknięta (jak się później okazało, inne okoliczne drogi też). W wielu miejscach były tylko blokady, bez jakiejkolwiek możliwości zasięgnięcia informacji. Był to środek nocy, więc skończyło się wielogodzinnym poszukiwaniu możliwości objazdu.

Najbardziej pozytywnie zaskoczyły nas drogi w Saharze Zachodniej, szczególnie te prowadzące do Smary. Idealny, prosty asfalt (chociaż dosyć głośny, ze względu na zastosowaną mieszankę, która musi wytrzymywać tamtejsze warunki) bez najmniejszej dziury, wyprofilowane zakręty etc. To było jedno z miejsc, gdzie podróżowaliśmy krócej, niż przewidywał plan podróży podany przez nawigację.

Przepisy drogowe

Prędkość jest kontrolowana nader często i boleśnie przekonuje się o tym wielu turystów.

Jednak odnieśliśmy wrażenie, że nie jest tak na terenie całego kraju. Ogromną ilość kontroli widzieliśmy w Agadirze (czasami np. na 3 rondach pod rząd, które to zresztą są ulubionym miejscem policji z suszarkami), ale już w Marrakeszu ani jednej. Podobnie w wielu mniejszych miastach. Nie natknęliśmy się też ni razu na pomiary prędkości na drogach innych niż autostrady lub drogi krajowe („National”). Także w całej Saharze Zachodniej nie napotkaliśmy ani jednej suszarki. Niemniej – miejcie się na baczności! ;)

Są 4 stopnie wykroczenia i od nich uzależnione są kary (ich wysokość podaję w przypadku płatności „od ręki”):

  • Przekroczenie o 1-19 km/h – 150 MAD
  • Przekroczenie o 20-29 km/h – 300 MAD
  • Przekroczenie o 30-50 km/h – 400 MAD
  • Przekroczenie powyżej 50 km/h – przestaje być wykroczeniem a staje się przestępstwem… zostaje więc zatrzymane prawo jazdy i czeka nas rozprawa sądowa!

My również trzykrotnie przekonaliśmy się, że marokańskie kontrole to nie legendy. Za pierwszym razem skończyło się mandatem w wysokości 150 MAD. Za drugim razem groziło nam 300 MAD, ale policjant okazał się być w dobrym humorze („Mister Lewandowski, trochę za szybko pan jechał. Ale tym razem panu odpuszczę, mam nadzieję, że dobrze zapamiętacie nasz kraj i jeszcze tu wrócicie”). Za trzecim razem – to było już w dniu powrotu i w drodze na lotnisko – kiedy policjant zobaczył jak próbujemy nazbierać 150 MAD w drobniakach (resztka kasy), to wyrwał z mojej ręki 60 MAD, które były w banknotach i pożegnał się… ;).
P.S. To był radar ustawiony na autostradzie, a policja wyłapywała samochody kilka km dalej na bramkach.

Te same stopnie mają zastosowanie dla innych wykroczeń, które generalnie są takie same jak u nas. Co prawda patrząc na styl jazdy wielu marokańskich kierowców, można by odnieść wrażenie, że większości z nich się nie ściga (np. przekraczania linii ciągłej) – ale na wszelki wypadek nie radzę testować wrażliwości marokańskiej policji ;).

Znaki drogowe są analogiczne do „naszych” – chociaż znak „Stop” może nieco zaskoczyć ;). Ciekawostką są znaki tymczasowe, które zamiast białego mają żółte tło. Są często ustawione w dziwnych miejscach, gdzie nic się nie dzieje, a w dodatku upakowane ograniczenia prędkości wymuszają gwałtowne hamowanie i zwalnianie do 20 km/h, gdzie takiej potrzeby nie ma. Te ograniczenia prędkości marokańscy kierowcy ignorowali, ani razu nie napotkaliśmy też tam kontroli radarowej.

Dopuszczalne prędkości maksymalne:

* w miastach – 60 km/h
* poza terenem zabudowanym – 100 km/h
* na austradach – 120 km/h

W dzień nie ma obowiązku używania świateł.
Godzina w której kończy się dzień, każdy kierowca ustalał indywidualnie ;)

Inne kontrole

Poza policją, za drodze natkniemy się na kontrole żandarmerii. Są one łatwe do rozpoznania z daleka, bo tuż przed nimi napotkamy sekwencję znaków ograniczających prędkość, w takich odległościach między kolejnymi, że trzeba by wcisnąć hamulec do podłogi, aby temu sprostać ;).

W Maroku, nazwijmy to „właściwym” (do granicy z Saharą Zachodnią), prawie zawsze kończy się to tak samo – podjeżdżamy powoli, żandarm na nas zerka i ruchem dłoni nakazuje jechać dalej. Sytuacja zmienia się kiedy wjeżdżamy do Sahary Zachodniej. Tutaj żandarmeria robi się dużo bardziej ciekawska. Zatrzymują właściwie zawsze, wypytują o kierunek i cel podróży, sprawdzają paszporty etc. Poczytajcie o Saharze Zachodniej, a zaraz się domyślicie, z czym to jest związane. Zazwyczaj te kontrole kończą się szybko i bezproblemowo, chyba, że jedziemy w nietypowym kierunku (czyli innym niż Dakhla/Mauretania lub Smara), albo nieopatrznie powiemy, że jesteśmy dziennikarzami (nie polecam ;) ).

W czasie trzech tygodni przeszliśmy kilkanaście kontroli żandarmerii i policji i stwierdziliśmy wysoki procent znajomości angielskiego wśród panów mundurowych (czasami też hiszpańskiego) – wbrew opiniom znaleziony w Internecie. A ci, którzy nie znali angielskiego nie robili żadnych problemów czy złośliwości z tego powodu, że my nie znaliśmy ani francuskiego ani arabskiego.

Styl jazdy

W trasie, poza obszarami zabudowanymi, koegzystencja z innymi kierowcami była przyjemnością. Bardzo często kierowcy przed nami pokazywali, przy pomocy prawego kierunkowskazu, że możemy ich bezpiecznie wyprzedzić (podobnie jak w Polsce). A czasami wręcz były to pełne instrukcje, np.: zbliżamy się przed zakrętem, kierowca włącza lewy kierunkowskaz („nie wyprzedzaj mnie”), mijają nas samochody z naprzeciwka, zakręt powoli się kończy, i na ciężarówce pojawia się rozbłysk w prawym kierunkowskazie („już możesz mnie wyprzedzić”). A kiedy dziękowaliśmy awaryjnymi za pomoc, kierowca odpowiadał mignięciem długich „nie ma sprawy” ;). Generalnie spokojnie i bezstresowo. Oprócz tego kierowcy nadjeżdżający z naprzeciwka ostrzegają mignięciem przed kontrolą policji lub niebezpieczeństwem na drodze. Wszystko znane w Polsce, lecz miałem wrażenie, że w Maroku więcej kierowców angażowało się w tę swoistą formę komunikacji.

Gdy przekraczamy rogatki miasta, sytuacja zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W ciągu tych trzech tygodni byliśmy świadkami niesamowitej ilości ekstremalnych zachowań: wyprzedzania na ciągłej, wyprzedzania na trzeciego, czwartego czy piątego, wyprzedzania po pasie awaryjnym, zmieniania pasów ruchu „tam i z powrotem” bez jakiejkolwiek sygnalizacji, czy też jazdy „okrakiem” na dwóch pasach etc, itd.

Na osobną wzmiankę zasługują ronda, którymi to ten kraj stoi. Po pierwsze większość sygnalizuje w którym kierunku jedzie: wjeżdżając bez włączonych kierunkowskazów („na wprost”), lub włączając lewy lub prawy kierunkowskaz. Jeśli jechali „w lewo”, to zjeżdżając z ronda po prostu wyłączali kierunkowskaz, i tylko niewielka część kierowców sygnalizuje ten zjazd prawym kierunkowskazem. O ile przy małych rondach z 3-4 wjazdami to nie kłopot, to już na większych często trzeba wjeżdżać „na czuja”. Bardzo też trzeba uważać na motocyklistów i rowerzystów, którzy znak „ustąp pierwszeństwa” mają często w głębokim poważaniu, i jeśli zjeżdżają pierwszym zjazdem, to walą na rondo w ciemno, nie oglądając się nawet ;).

Sama konstrukcja rond jest też niejednokrotnie ciekawa: np. są dwie drogi wlotowe, na rondzie 4 pasy z tak dużą krzywizną, że nie sposób na nich się utrzymać jadąc szybciej niż 10 km/h, a na zjeździe mamy już pasów 3. Oczywiście powoduje to, że każdy jedzie jak chce i ruch wygląda tak, jakby tych pasów nie było. Zaletą tego jest to, że wszyscy uważają na innych i są przygotowani na niespodziewane manewry. Nie bójcie się więc, przejeżdża się te ronda dosyć spokojnie, a marokańscy kierowcy generalnie są opanowani :). Nas nie opieprzył nikt ni razu, pomimo wielu dziwacznych manewrów z naszej strony, kiedy gubiliśmy się na rondzie ;).

Piesi i rowerzyści

Zdarzało się, że na czteropasmowej drodze musieliśmy jechać powoli środkiem, niemalże torując sobie ścieżkę pośród ludzi (bo np. akurat cała szkoła wyszła na przerwę). Wielokrotnie ktoś nam wbiegł pod koła, lub wyjechał rowerem tuż przed maskę. Albo np. w środku nocy szedł skrajem drogi (nie poboczem, tylko jezdnią), w czarnym stroju, obrócony do nas plecami, gdzie nie było żadnych latarni. Zdarzali się też ludzie idący jezdnią na autostradzie! Naprawdę trzeba być czujnym, szczególnie w miastach, a w nocy to już wszędzie!

Zwierzęta na drodze

Na terenach pustynnych często można natknąć się na stada wielbłądów, majestatycznie przemierzających przestrzenie. Zdarza się, że przekraczają drogi, ale na szczęście są widoczne z daleka i nie mieliśmy niebezpiecznych sytuacji.

Częściej na drodze niespodziewanie pojawią się kozy lub owce. Zazwyczaj ich właściciele dbają, by nie wchodziły na jezdnię, ale duże stada są ciężkie do upilnowania, więc trzeba uważać.

Autostop

Jak chyba wszędzie, tak i w Maroku przestrzegali nas przed zabieraniem autostopowiczów. Od Waszej intuicji zależy, czy chcecie kogoś zabrać czy też nie. Nam się zdarzało, szczególnie wtedy gdy byli to starsi ludzie, w kiepskiej sytuacji (na pustkowiu, daleko od miasta). Zazwyczaj nie mówiliśmy w żadnym znanym sobie języku, często nie mogliśmy się nawet dogadać dokąd chcą jechać. Więc po prostu jechaliśmy aż dali znać, że to już. 

Raz żandarmeria kazała wysiąść naszemu pasażerowi, tłumacząc, że jest jakiś problem z jego dokumentami. Jednakże wszyscy ludzie, którym mówiliśmy o tej sytuacji, stwierdzali jednogłośnie, że nie chcieli aby jechał z nami, turystami. Tak na wszelki wypadek. Niestety nie byliśmy w stanie wyjaśnić tej sytuacji na posterunku, ze względu na barierę językową, a było nam bardzo żal staruszka, bo trafił, że jechaliśmy dokładnie do jego celu.

W każdym razie wszyscy stwierdzili, że mundurowi nieprzychylnie patrzą na połączenie turysta + autostopowicz.

Jazda w nocy

Przez wielu niezalecana, ale nie mam pojęcia dlaczego. Nam jeździło się super, mimo kilku sytuacji z pieszymi, jak opisane dwa akapity wyżej. Jednakże jazda w dzień nie wydała nam się jakoś bezpieczniejsza (dużo więcej pieszych), a za to w nocy drogi międzymiastowe, jak i miasta, były puściutkie i można było pokonywać ogromne dystanse.

Parkowanie

Drogi, a właściwie krawężniki w marokańskich miastach są wielobarwne. Kolory wskazują na możliwość parkowania przy nich. Przyznam, że nie do końca rozgryźliśmy ten system, ale jeżeli krawężniki są biało-czerwone, to na bank parkować nie wolno! Pozostałe opcje, to kolory biało-zielone, biało-żółte lub biało-niebieskie. Z niesprawdzonych informacji wynika, że te pierwsze mogą oznaczać dozwolone parkowanie, kolejne, dozwolone zatrzymywanie się (bez parkowania), a ostatnie to parkowanie płatne. Jeżeli macie lepsze informacje w tym temacie, będziemy wdzięczni za komentarze.

O płaceniu za parkowanie w Maroku krążą różne mrożące krew w żyłach opowieści, ale nam nie było dane ich sprawdzić, być może dlatego, że generalnie w naszej podróży omijaliśmy centra turystyczne. W każdym razie uważajcie, bo słyszeliśmy o przypadkach wymuszania kilkuset dirhamów za krótkie parkowanie, więc najlepiej upewnić się jaka jest cena z góry. Z tego co wiemy, normalnie są to drobne kwoty, sięgające kilkunastu dirhamów za cały dzień parkowania przy ulicy, a na parkingach strzeżonych w granicach 40-100 dirhamów za całą dobę.

P.S. na jezdniach dwupasmowych (w jednym kierunku), prawy pas jest często traktowany jako miejsca postojowe. Wjeżdżając do miasta taką drogą, możecie cały czas trzymać się lewego pasu.

My w czasie całej podróży zapłaciliśmy za parking raz, w Meknes. Tam spaliśmy w hotelu na starówce dwie noce, a samochód czekał na parkingu zaraz za jej murami (20 MAD za dobę). Poza tym, zawsze udawało się znaleźć bezpłatny parking. Nawet w Marakeszu wystarczył rzut oka na mapę satelitarną i znaleźliśmy parking kilkaset metrów od murów starego miasta. To oczywiście prywatny wybór każdego – w Medinie parkingi również znajdziecie.

 

Kempingi

Tam gdzie jeżdżą turyści, baza kempingowa jest naprawdę nieźle rozwinięta. Są to miejsca przystosowane do obsługi kamperów, więc z wieloma udogodnieniami. Najczęściej znajdziemy ciepły prysznic i dostęp do prądu, nieraz wifi, możliwość zrobienia prania (ręcznego lub w maszynach), a także serwis dla wspomnianych kamperów (pozycie się nieczystości, uzupełnienie wody).

Bywa jednak że nie są one dostosowane do namiotów – kamieniste podłoże, otwarte przestrzenie bez cienia lub dostęp do prądu co kilkadziesiąt metrów (ludzie jeżdżący kamperami mają przedłużacze). Niemniej, zawsze jakoś udawało się spokojnie na nich przespać.

Ceny jakie napotkaliśmy, to od 20 do 120 dirhamów (samochód, dwie osoby + dostęp do prądu), zazwyczaj 50-70 dirhamów – więc całkiem przyzwoicie.

Francuskie fora „kamperowców” są pełne opisów tych miejsc, my natomiast korzystaliśmy z aplikacji http://ioverlander.com/, gdzie może nie było wszystkich, ale całkiem sporo (+ miejsca do rozbicia się na dziko!).

 

Spanie na dziko

Zdarzało nam się kilkukrotnie, nie było z tym problemu, aczkolwiek wybieraliśmy odosobnione miejsca, gdzie nie rzucaliśmy się w oczy. Nie ma też problemu ze spaniem na dużych parkingach przy autostradach. Natomiast w wielu relacjach napotkaliśmy informacje, że policja przegania z poboczy dróg i małych parkingów, a i mieszkańcy lubią się interesować zaparkowanym samochodem. Ile w tym prawdy, nie wiemy, ale rzeczywiście nie raz, gdy zatrzymywaliśmy się na nieco dłużej, ktoś podchodził do nas i zagadywał (bardzo często po prostu pytając, czy nie potrzebujemy pomocy). W każdym razie polecamy naszą metodę (czyli dobre miejscówki – sami opisaliśmy kilka w ww. aplikacji Ioverlander :) ).

Mycie samochodu

W dużych miastach można napotkać myjnie samoobsługowe, ale korzystanie z nich, nie jest aż tak ekonomiczne, jakby się wydawało. Na stacjach benzynowych, nawet tych przy autostradzie, za umycie samochodu i wyczyszczenie wnętrza zapłacimy 30-40 dirhamów. To naprawdę niewiele.

Napisałem o myciu, bo w większości przypadków waszym obowiązkiem będzie zwrócenie czystego samochodu – z zewnątrz jak i wewnątrz. Zarezerwujcie sobie trochę czasu przed oddaniem, myjnie znajdziecie bez problemu („Auto lavage”).

My nie musieliśmy myć ani sprzątać samochodu, ale i tak to uczyniliśmy, bo po trzech tygodniach jazdy po pustkowiach, nie przypominał tego, co wypożyczyliśmy ;).

Zwrot samochodu

U nas to było na zasadzie: ”Cześć. Cześć”, „Jak podróż? W porządku!”,  „Musimy już iść na samolot. No to cześć. Cześć”. Więc za wiele o możliwych kłopotach Wam nie powiem.

Na pewno, jeżeli macie jakieś uszkodzenia oraz kupiliście zewnętrzne ubezpieczenie wkładu własnego (np. przez Internet przy wypożyczeniu), to zapewne warto wiedzieć, jak ma wyglądać protokół, na podstawie którego ubezpieczalnia zwróci Wam pieniądze. Gorzej, gdy nie macie takiego ubezpieczenia – w takim przypadku, dowiedzcie się z wyprzedzeniem co można zrobić, aby rozmawiać z wypożyczalnią na równych warunkach. W każdym razie, ja bym wtedy nie przyjeżdżał na oddanie tuż przed wylotem/wyjazdem, aby mieć czas na wyjaśnienie wszystkiego i przypilnowanie wysokości szkody (pokryłbym też szkodę gotówką i zażądał zwolnienia pełnej blokady z karty). Natomiast jeżeli wszystko jest ok, a blokowano Wam pieniądze na karcie kredytowej, to do kilku dni blokada powinna być zniesiona, a Wam pozostanie rozkoszowanie się wspomnieniami :).

Mapa naszej podróży

Pamiętajcie, że artykuł jest napisany na podstawie trzytygodniowej podróży i informacji znalezionych w Internecie. Starałem się być możliwie rzetelny, ale weźcie pod uwagę  istnienie jakiś niezgodności lub uogólnień.

Jeżeli napotkacie w tekście jakiekolwiek błędy lub przekłamania, napiszcie o tym koniecznie w komentarzu! A jeżeli tekst jest przydatny, to poślijcie go dalej w świat :)

Dzięki!

Krzysiek

Linki

Informacje o wynajmie samochodu w Maroku na innych blogach:

4 komentarze

  1. Dzięki za ten post :) Świetny. A jeszcze bardziej mnie interesuje fakt, ze również od tegoś Pana auto brać będziemy tyle, ze z Marrakeszu (bo podstawi nam auto).
    Mam dwa pytania:
    1. Czy jak spisywaliscie ustreki (chyba ze nie spisywaliscie to w jakim jezyku).
    2. Gość który przekazywal wam auto mowil po angielsku?
    3. Rozumiem, że cala kase placiles w gotowce przy odbiorze?

    Ania
    1. Cześć,

      1. Nie spisywaliśmy usterek, zdaliśmy się na to, że mamy wykupione ubezpieczenie. Było też już późno, my chcieliśmy jeszcze tego dnia zrobić zakupy i wyjechać z Agadiru. Pan Youssef ma też opinię człowieka, który nie kombinuje i nie próbuje wydoić klienta na przekrętach. W każdym razie zapewne wszystko trzeba robić w języku francuskim.
      2. Tak, przy wydawaniu i odbiorze było ich dwóch i obydwaj mówili po angielsku. Nie jakoś super, ale wystarczająco, żeby się dogadać.
      3. Tak, całą sumę w EUR w gotówce.

  2. I to się nazywa dobry poradnik jazdy po danym kraju :))

    ale dodał bym parę informacji :
    1. dodatkowe ubezpieczenie można też wykupić w zewnętrznych firmach ubezpieczeniowych np worldwideinsure – jest to ubezpieczenie od wszystkiego – tylko działa na zasadzie – płacisz kaucję -> masz wypadek -> zabierają ci kaucję -> zgłaszasz do ubezpieczyciela -> zwrot kasy
    minusem jest to że trwa to dłużej niż przy wykupieniu ubezpieczenia w wypożyczalni ale jest za to dużo tańsze a do tego za naprawdę niewielkie pieniądze można mieć ubezpieczenie na cały rok na wynajem aut na całym świecie (około 200 zł w 2018 roku)

    2. branie ludzi na stopa w Maroku robicie na własną odpowiedzialność – wg prawa kierowca odpowiada za to co posiada parażer
    czyli jak będzie miał dragi lub broń to do paki idzie kierowca

    3. mruganie światłami – w nocy czy w dzień – bardzo często kierowcy w ten sposób informują o tym czy ktoś nie idzie poboczem – w nocy na drogach jest czarno i na czarno ubranego ludzia czy osioła bez odblasków nie widać nawet z kilku metrów

    4. parkowanie – pasy biało-niebieskie to parkingi płatne, i tych w miastach bym nie unikał (poza Marakeszem) opłaty za parkowanie są naprawdę małe – 1-3 mad za godzinę lub 10 mad / dzień
    A kwota ta jest dla parkingowych jedynym źródłem utrzymania

  3. Byłem w Maroku w tym roku i 10 lat temu, oba wyjazdy z wypożyczonym autem. Plusy piękne widoki, dobre jedzenie. Minusy upierdliwi ludzie, którzy chcą wyciągnąć za wszytko trochę pieniędzy. Zmieniło się Maroko w po tzw arabskiej wiośnie i patrzenie na nas białych turystów.

    Karol

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.