Wszystkiemu winna jest chińska panda!

Po prostu to wiesz i tyle. Nie musisz rozwiązywać testów czy pytać jasnowidzów. To oczywiste, że uwielbiasz kolekcjonować te znaczki, fotografować owady, rzeźbić w drewnie, śpiewać przed publicznością itp. Od zawsze. Inne objawiły się dopiero niedawno dzięki impulsowi, przypadkowo spotkanej osobie, zasłyszanej rozmowie. Nagle cię tknęło, że czegoś spróbujesz, a potem pochłonęło cię to bez reszty. Jak to się stało, że zacząłeś zajmować się tym czym się teraz zajmujesz? Że coś stało się twoją pasją, której poświęcasz swój czas? Kto lub co cię do tego zainspirowało?
Za mój podróżniczy bzik winna jest panda na baterie i chińskie pocztówki, które składałam w drewnianym pudełku. Nie klasyka literatury podróżniczej, bo szczerze powiedziawszy, nie lubiłam czytać tego typu książek. Zawsze potem ogarniał mnie ogromny smutek i niedosyt. Że ja też tak chcę i to nie w przyszłości, a już! Teraz! Natychmiast! I bez przerwy! Za to pocztówki z Chin przeglądałam setki razy, choć były wyjątkowo brzydkie, patrząc teraz obiektywnie na ich jakość. Wtedy były dla mnie wręcz magiczne, rozbudzały wyobraźnię i dostarczały pięknych snów. O tym jak spaceruję po chińskim murze, łapię bryłki ryżu drewnianymi pałeczkami, poznaję ludzi w pociągu kolei transsyberyjskiej. Dostawałam białej gorączki na punkcie wszystkiego na czym widnieją chińskie znaczki, co podczas dorastania jedynie się nasilało. Wiedziałam, że podróż do Chin, i to koleją transsyberyjską przez Rosję, jest mi po prostu pisana.
Chińskie pandy przyjeżdżały do mnie w ogromnych torbach, upchane pomiędzy ciuchami na handel. Postanowiłam wycisnąć trochę więcej  informacji ze źródła mojej podróżniczej inspiracji, póki całkowicie nie zginie w odmętach zapomnienia.

***

Rok 89. Mój tata przed pierwszym wyjazdem
Rok 89. Mój tata przed pierwszym wyjazdem

– Kurde, zobacz czego to ludzie nie wymyślą, tak sobie jeżdżą – powiedział mój tato do szwagra, podając mu gazetę, otwartą na artykule o Polakach jeżdżących do Chin na handel. Jak to czasami bywa ze zbiegami okoliczności, mój wujek pracował w tamtym czasie jako taksówkarz. Parę dni wcześniej, wiózł gościa z lotniska, który właśnie wracał z Chin z towarem. Wpadli więc na pomysł.

Trochę to trwało, ale w końcu odnaleźliśmy faceta z taksówki. Tak długo go męczyliśmy, aż zgodził się zabrać nas ze sobą. Jak się okazało, dla niego to też była wciąż nowość, w Chinach był po raz pierwszy. Wyruszyliśmy w pierwszą podróż koleją transsyberyjską z Moskwy do Irkucka, a dalej do Chin. Nie było na początku łatwo. Bałem się, bo nie wiedziałem co mnie tam czeka. Ale byłem też niesamowicie podekscytowany.  

To był rok 89. Miałam wtedy 5 lat. Na placu Tienanmen chińska armia zabiła tysiące protestujących ludzi, głównie studentów. Mój tato pojechał niedługo po tym zdarzeniu.

 To było straszne. Wszędzie porozwieszane plakaty ilustrujące co stało się z zabitymi, z pourywanymi głowami i flakami na wierzchu. Wszędzie straż, barykady, nie można było swobodnie poruszać się po mieście. Widoczne ślady po masakrze, wyglądało to fatalnie. Plac Tienanmen był ogrodzony, nie można było wejść.

Zatrzymali się w hotelu robotniczym. Jak się okazało wypytywanie nocujących tam rodaków, nie było najlepszym pomysłem. Ci zamiast pomóc, to podpuszczali ich, by uniknąć konkurencji.

Za ich radą nakupowaliśmy towaru na który nie było dużego popytu. Namęczyliśmy się żeby sprzedać go sprzedać Mongołom. Ledwo się zwróciło.

I tak mieli szczęście, że kupując w ciemno, wszystko sprzedali. W Mongolii panowała bieda, wielkie galerie handlowe świeciły pustymi pułkami. Brakowało niemalże wszystkiego, dlatego było zapotrzebowanie na wiele produktów. Z kolei Rosjanie żyli jak królowie w swoich ogrodzonych, zabezpieczonych bramkami osiedlach, gdzie Mongołowie wstępu nie mieli. Rosjanie rządzili, język rosyjski obowiązywał, a Kaszpirowski* zawładnął umysłami ludzi:

Pojechaliśmy na lotnisko. Chcemy kupić bilety, a tu wszystkie okienka pozamykane. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Zaglądnęliśmy do okienka, a tam siedzi babka i ogląda telewizję. Stukamy, pukamy, a ta palec na usta i „ciii” szepcze do nas zdenerwowana, bo telewizje ogląda. „Adin, dwa, tri” Kaszpirowski na ekranie, wszyscy zrobili sobie przerwę i słuchali. My wtedy nawet nie wiedzieliśmy kto to jest. Dopiero jak skończył, pootwierali okienka i wszyscy wrócili do pracy.

Kupowanie towaru na handel w Chinach
Kupowanie towaru na handel w Chinach

Wielu Mongołów żyło w jurtach na obrzeżach, a nawet w centrum miasta. Ogrodzeni wysokim płotem z desek. Nie chcieli przenieść się do mieszkań w blokowiskach. Ci, którzy się przeprowadzili, urządzali mieszkanie tak, że wyglądało na jurtę.

Raz Mongoł zaprosił mnie do swojego mieszkania na kumys. Wszystko wyłożone skórami, meble tworzyły krąg jak w jurcie.  Nie wiedziałem wtedy dokładnie co to jest kumys, oprócz tego że jakiś alkohol. Myśleliśmy że da nam tylko spróbować, a ten wiadro przede mną postawił. Rzygałem dalej niż widzę. Na pożegnanie dałem mu swoją kurtkę a on mi swój kożuch.

Robiąc zakupy na targowisku po raz drugi, byli już bogatsi w doświadczenie, wiedzieli co kupować, by zarobić. Jakie towary są pożądane i za jakie ceny je sprzedawać. Zawiązali przyjaźnie z Polakami z hotelu robotniczego i zaczęli sobie nawzajem pomagać.
Mongołowie czekali na swoje zamówienia, mój tato czekał, aż zobaczy za otwierającym się drzwiami pociągu swoich stałych klientów. Policja czekała by złapać przemytników na gorącym uczynku.
No i w końcu trafili wprost na mojego tatę.

Zadawali mnóstwo pytań, a ja udawałem że nie znam rosyjskiego. „Nic nie rozumiem”– wciąż powtarzałem. Wszystkie torby, które ze sobą miałem zabrali na dworcowy komisariat. No i mnie także.

Zauważyli też w oddali mojego wujka, który zniknął za rogiem z torbami. Chcieli wiedzieć dokąd poszedł, załatwili więc tłumacza.

Mówiłem im, że pojechał zawieźć bagaże i załatwić hotel w polskiej ambasadzie. Zatrzymali wszystkie moje torby w depozycie. „ No to sobie poczekamy na tego kolegę” – powiedział jeden z funkcjonariuszy.

Czekali na dworcu w nieskończoność. A przynajmniej w odczuciu mojego taty, każda minuta trwała wieczność. Wiedział, że to się dobrze nie skończy i że musi coś wykombinować.

Eksperci od chińskich targowisk
Eksperci od chińskich targowisk

– „Muszę iść siku” – powiedziałem w końcu, i tak długo ich męczyłem, aż mnie do kibla puścili. Jeden ze mną poszedł, ale stał za drzwiami. Wykorzystałem sytuację i uciekłem innym wyjściem. Złapałem taksówkę i po prostu zwiałem.

Nie rozwiązało to jednak problemu. Cały towar wciąż był w depozycie. Bez odzyskania go, cały wyjazd poszedłby na marne. Pozostało szukać pomocy wśród Mongołów. Szybko wyszło na jaw, że wśród ich stałych klientów są również policjanci. Wystarczyła łapówka, by sam porucznik we własnej osobie, pojechał z tatą i wujkiem do depozytu. Uprzedzeni przez policjantów bagażowi, wydali towar na rozkaz porucznika. Ale w tym samym czasie, zaalarmowali policję
Taki dostaliśmy rozkaz – tłumaczyli pozornie przejętemu porucznikowi.

Podróżnicy czy przemytnicy? ;)
Podróżnicy czy przemytnicy? ;)

Wsiedliśmy do taksówek i uciekliśmy do hotelu. No ale przecież nie mogliśmy tam czekać całą wieczność. Musieliśmy kiedyś wrócić do Polski.

 

Rozwiązaniem okazała się mongolska uszanka na głowie i kożuch z wysokim kołnierzem. To pomogło im pozostać nierozpoznanym, podczas obławy jaką urządzili na dworcu milicjanci.

Byliśmy przerażeni. To było niebezpiecznie przecież i  jakby nas złapali … Do teraz nie wiem, jak to się wszystko udało. Wmieszaliśmy się w tłum przemytników. Pociąg był niesamowicie przeładowany, nie tylko my mieliśmy mnóstwo toreb. Takie ogromne kominy stały w każdym możliwym miejscu, ledwo mogliśmy się ruszać. Wszędzie wpisywaliśmy że my tylko tranzytem, a tranzytem nam było wolno. Oczywiście wszyscy dobrze wiedzieli, że przemycamy towar. Pamiętam sytuację, jak celnik kazał mi otworzyć moją lukę bagażową. Przeraził się bo cała poupychana była lornetkami. W takich sytuacjach trzeba było dać w łapę.

Z czasem razem z tatą, zaczęła jeździć również moja mama. Kobiety bardzo często chciały się z nią zamieniać ubraniami i tak już w pociągu handlowała wymieniając jej jeansową kurtkę na złote kolczyki. Trendy się zmieniały. Czasami w cenie były lornetki, kiedy indziej zegarki, buty, maszyny do szycia, jeans i skóra.

Pamiętam jak kupiłem 60 skórzanych kurtek. Dwie wielkie paki. Przewoziłem to wszystko na rowerze z niesprawnymi hamulcami. Błagam niech będzie zielone, niech będzie zielone – modliłem się w myślach, dojeżdżając do skrzyżowania. Nie było. Kilkaset rowerów poskładało się jak domino. Łącznie ze mną i rozwalonymi pakami. Chińczycy pomagali mi się poskładać, ale równocześnie składali się ze śmiechu.

Rodzice nie są w stanie już teraz zliczyć ile lat jeździli do Chin, ani ile razy tam byli. Zdarzało się też jeździć do Turcji, na Ukrainę, czy do Austrii. Moja mama pracowała w aptece, nie było więc to jej jedyne źródło dochodu.

Jechało się z małą torebką, żeby więcej móc wywieźć. Ciuchy nie były potrzebne, wszystko można było tam kupić. W końcu przestaliśmy jeździć, bo przestało się opłacać. Ale dzięki tym wyjazdom kupiliśmy samochód i mieszkanie.

***

Kupili też oczywiście te nieszczęsne pandy i pocztówki, przez które teraz nie mogę usiedzieć na miejscu.

Spacerowałam, a nawet spałam na chińskim murze, łapałam bryłkę ryżu pałeczkami wyrzucając wygodniejsze widelce w kąt, piłam wódkę z Rosjanami jadąc koleją transsyberyjską, kąpałam się w Bajkale, spałam w jurcie na mongolskim stepie. Do starych pocztówek, dołożyłam swoje zdjęcia. Do obrazów ze snów, dołączyłam rzeczywiste wspomnienia.

Czy gdyby moi rodzice nie jeździli handlować do Azji, to czy obecnie tak bardzo kochałabym podróże?
A czy Wy pamiętacie co zainspirowało Was?

Jeśli Wam się podobał ten tekst i chcielibyście poczytać więcej tego typu osobistych przemyśleń, podzielcie się tym ze mną w komentarz i będzie mi bardzo miło jeśli udostępnicie dalej.

tn_trans2 536
Nocleg na chińskim murze 2007 r.

***

 

*Anatolij Kaszpirowski – rosyjski psychiatra i psychoterapeuta. Zdobył sławę w roku 89 swoim programem telewizyjnym, podczas którego za pomocą hipnozy miał leczyć widzów przed telewizorami z wszystkich chorób świata. Jego programy w końcu zdjęto z anteny, nazywając je „zbiorową psychozą”, która zamiast uzdrawia, pogłębia choroby psychiczne.

 

14 komentarzy

  1. Na zdjęciu widzę chińskie szachy Xiangqi. Grałaś? Jeśli ktoś lubi szachy klasyczne, to polecam również chińskie, bo łatwiej będzie zrozumieć zasadym, które są „trochę” inne, ale jednak podobne. Chińskie szachy są bardziej dynamiczne i sytuacja na planszy zmienia się czasem diametralnie. Można mieć totalną przewagę i przegrać z kretesem (lub odwrotnie), co w naszych szachach jest trudniejsze.

    1. zegarki elektroniczne i dżinsy kupowane na straganie „łóżkowym”. Na miejscu okazało się, że chcieli kupić nawet to co miałem na sobie. Transakcji dokonaliśmy w bramie, pieniądze włożyłem do przedniej kieszeni spodni. Potem poszliśmy kupić wódkę i w sklepie monopolowym zrozumiałem na czym polega lwowska szkoła kieszonkowców. :-D Pieniądze się rozpłynęły, mimo, że były w takim miejscu, że nie miały prawa. :-D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *